czwartek, 17 grudnia 2015

Roz. 20

Tak.
Więc..
Przepraszam za to, że pojawia się dopiero teraz, ale nie mam czasu pisać.
Zupełnie nie mam czasu.
Wychodzę z domu o 7 i wracam po 20, a zanim lekcje odrobię to jest już 21, a ja muszę iść spać, żeby wstać o 5 i nie być zombie.
Więc przepraszam jeszcze raz.

***

  Zablokowałam nadciągającą Cleo. Patricia zrobiła dwa długie kroki i piłka wpadła do kosza. Ledwo powstrzymałam okrzyk triumfu. Pierwsze punkty dla nas. Szóstka z przeciwnej drużyny wyrzucała spod kosza. Krycie dziesiątki wcale nie było takie proste jak się na początku wydawało. Mimo to ganiałam za nią nieustępliwie. Zdesperowana szóstka wyrzuciła piłkę daleko na boisko. Uśmiech zamarł mi na ustach. Na drugiej połowie boiska stała trójka. Patricia ruszyła pierwsza, ja tuż za nią. jeszcze kilka kroków. Trójka dostała piłkę i pognała przed siebie. Byłam przed nią. Odwróciłam się w miejscu i rozłożyłam ręce. Nie zatrzymała się, nie miała jak. Poczułam jej łokieć na moim brzuchu i bark na obojczyku. Po sekundzie leżałam na podłodze. Miejsce tuż pod prawą stroną żeber pulsowało tępym bólem, jednak wstałam szybko, gotowa grać dalej. Na moje szczęście, sędzia wygwizdał szarżowanie. Nie dałam po sobie poznać jak bardzo bolało mnie miejsce, w które uderzyła trójka, ale Patricia zauważyła mój chwilowy grymas. Spojrzała na trójkę swoim wzrokiem rasowego zabójcy. Ustawiłam się na linii rzutów wolnych. Dziewczyny stanęły po bokach. Odbiłam piłkę parę razy od ziemi, po czym rzuciłam ją do kosza. Dziewczyny rzuciły się do zbiórki, ale nie potrzebnie. Stałam z założonymi rękoma. Zdobyłam nam kolejny punkt.
  - Ej, dziewczyny! - zawołałam. Moja drużyna się zatrzymała patrząc na mnie wyczekująco. Wskazałam na Cleo. - Za trzy - powiedziałam. Dziewczyny pokiwały głowami, a ja ucieszyłam się, że zrozumiały. Rzuty za trzy Cleo już nie były nam straszne.
  Pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 13 - 8 dla nas. Podeszłam do ławki i z wdzięcznością przyjęłam od Nikki butelkę wody. Byłam zdyszana, ale szczęśliwa. Nie dałam tym wywłokom wygrania pierwszej kwarty. Uśmiechnęłam się szerzej, przez co trochę wody wylało mi się na koszulkę. Zerknęłam na trenera. Myślałam, że na drugie 10 minut zmieni skład, ale on tylko wskazał Marię. Ona usiadła, a zamiast niej wstała Amy. Przybiłam z nią piątkę. Teraz totalnie zaskoczymy przeciwniczki wsadami i bardziej precyzyjnymi blokami. I to mi się podobało. Wchodząc na boisko ramię w ramię z pozostałą czwórką dziewczyn, zapowiedziałam początek końca.
  Caroline wybiła piłkę dziesiątce, Pati ją przechwyciła i sama popędziła na kosz. Byłam za daleko, nie dałabym rady dotrzeć do niej w odpowiednim czasie, żeby zablokować zachodzące jej drogę przeciwniczki. Ale od czego miałyśmy teraz Amy? Ona była już obok i praktycznie całkowicie oczyściła drogę Patricii, a kiedy ta spudłowała, blondynka wyskoczyła w górę jak najwyżej i na chama wsadziła piłkę w kosz. Odtańczyłam dwu-sekundowy taniec zwycięstwa, po czym skupiłam się na dalszej grze. Cleo wyrzucała spod kosza, a ja już byłam obok piętnastki. Ganiałam ją po całej połowie bawiąc się w kotka i myszkę, jednak to nie powstrzymało jej przed złapaniem piłki. Minęła mnie szybko, a ja za późno zorientowałam się w całej akcji. Kiedy ja dopiero się odwracałam, Caroline i Nancy już były na swoich miejscach. Zaraz potem przemierzyłam cały boisko i znalazłam się obok nich. Caro wybiła piętnastce piłkę, Nancy ją przechwyciła i pobiegła przed siebie. A ja już czekałam pod naszym koszem, trzymając dwie dziewczyny z dala od mojej koleżanki. Nan zatrzymała się na linii za trzy, rzuciła. Ustawiłam się do ewentualnej zbiórki, ale na szczęście nie była ona potrzebna. Piłka wpadła czysto.
  Na trybunach od jakiegoś czasu trwało zamieszanie. Cały czas wchodzili na nie nowi ludzie, zaczynali wrzeszczeć, kibicując jednej lub drugiej drużynie. Znaczna część była za liceum D. W pewnej chwili wydawało mi się, że usłyszałam Matthiasa, ale kiedy spojrzałam na trybuny, nigdzie nie mogłam dojrzeć jego czerwonej czupryny.
  Przechwyciłam piłkę i popędziłam dalej. Kozłując mijałam swoich przeciwników z gracją, jakiej nie powstydziłyby się tancerki. Przede mną nagle pojawiły się dwie dziewczyny. Znalazłam minimalną przestrzeń między nimi i wbiłam się w nią bokiem, rozpychając przeciwniczki. Zrobiłam dwutakt, wyrzuciłam piłkę w górę i następne punkty powędrowały na naszą stronę tablicy wyników. Już trzecia kwarta trwała w najlepsze, a ja jeszcze ani razu nie zeszłam z boiska. Nie, żebym narzekała, co to, to nie, ale myślałam, że inne dziewczyny też chciały grać.
  - Kurna, co oni? Sędziego przekupili?
  - To był jawny faul.
  - No nie? I kilku koszy nie powinni im zaliczyć.
  Trójka i piętnastka szeptały sobie w najlepsze. Co? Prestiżowa szkoła, w mordę. Zachciało się. Takie najczęściej nie potrafią przegrywać, bo od razu zaczyna się obwinianie przeciwnika o kantowanie. Nadal szeptały między sobą, tym razem wszystkie, cała piątka. Ich trener wziął czas, a one zamiast go słuchać, to sobie plotkowały, oburzały się. Przynajmniej tak to wyglądało. Widziałam ich ukradkowe spojrzenia rzucane w naszą stronę. One coś na nas szykowały, ale było to coś paskudnego. Moje wnętrze zawrzało. Dosłownie czułam jak wskaźnik mojej koncentracji rośnie wraz z narastającą wściekłością. Serce zrobiło się gorące jak piec z szalejącym wewnątrz ogniem, a mózg działał na najwyższych obrotach, kalkulując wszystko na chłodno. I wtedy znów to się stało. Nie widząc niczego, widziałam wszystko.

I wtedy dopiero się zaczęło.

  - Jeśli dostaniesz piłkę, to podawaj do mnie. - powiedziałam do Amy bezbarwnym głosem. Spojrzała na mnie zdziwiona, ale po chwili pokiwała głową. Ruszyłam na swoje miejsce. Szłam tak pewnie, że wydawałoby się, iż trzęsienie ziemi i spadający z sufitu tynk są jak najbardziej na miejscu. Strzępki mojego trzeźwego myślenia siedziały głęboko z tyłu czaszki i przyglądały się jak przeciwniczki praktycznie rozstępują się przede mną. Pewnym krokiem dotarłam pod swój kosz i stanęłam w lekkim rozkroku. Wzięłam głęboki wdech zamykając oczy. Odwróciłam się, pochyliłam lekko głowę, otworzyłam oczy i spojrzałam na boisko.
  - Zatańczmy - warknęłam, siłą powstrzymując się od splunięcia na podłogę. Rozpoczęła się druga połowa trzeciej kwarty. Omiotłam salę wzrokiem, od razu wychwytując położenie wszystkich dziewczyn na boisku. Szóstka wyrzucała spod kosza. Najpewniej poda do piętnastki, która była w połowie boiska. Mnie spróbują zablokować trójka i dziewiątka, a Cleo nie ruszy się ze swojej pozycji na krok. Przeliczyłam się. Jedyne co próbowały zrobić, to zatrzymanie mnie, Patricii i Amy za wszelką cenę. Nie przepracowały się za bardzo z tym swoim planem. Ruszyłam w przód i już byłam przy piętnastce. Zabrałam piłkę znajdującą się kilka centymetrów przed palcami dziewczyny i pobiegłam przed siebie. Wszystko działo się jak w zwolnionym tempie. Czemu one są takie wolne? Z łatwością je wyminęłam i podążyłam dalej pod kosz. Cleo. Została jeszcze ona Była gotowa do obrony. Za mną biegły jeszcze szóstka i dziewiątka. Pędziły jakby się paliło, a ja nadal poruszałam się szybciej od nich. Zatrzymałam się nagle tuż przed linią za trzy. Dziewczyny minęły mnie i zanim ktokolwiek zdążył zareagować, podniosłam piłkę nad głowę. Sekundy wydawały się godzinami. Przekręciłam ją w dłoniach i powoli wypuściłam. Piłka delikatnie oderwała się od moich palców i poszybowała lekkim łukiem wprost w środek obręczy. Czysto. Za trzy punkty. Odwróciłam się i truchcikiem pobiegłam pod swój kosz. Czemu nikt się nie ruszał? Nagle moja świadomość wyskoczyła z ciemności. Znów wszystko było takie jak niespełna trzy minuty temu, z tą różnicą, że było prawie zupełnie cicho. Po chwili na trybunach podniosła się wrzawa jakiej jeszcze w życiu nie słyszałam. Uśmiechnęłam się szeroko.

4 minuty do końca trzeciej kwarty.
14 minut do końca meczu.
57-52 dla nas.

  - Wygramy to - mruknęłam, zacierając ręce. Nikki wrzeszczała coś, dopingując nas z ławki. Oblizałam wargi. Nie wiem jak ja robię te swoje czary-mary i inne sztuczki, ale chcę jeszcze. I nagle jakby mój umysł powiedział 'proszę bardzo'. Znów żadnych myśli, instynkt górował. 

Zostałam tylko ja, piłka i dwa kosze.

  Jeden atakuje, drugiego mam bronić, a piętnastka właśnie nacierała na moją fortecę. Podstawówka. Ugięłam kolana. Nisko na nogach, rozłożyć ramiona. Gimnazjum. Jedna ręka wyżej, druga niżej. Prawa noga ledwo w przód. Liceum. Mój wzrok zabijał, a ja byłam na to gotowa. 
  Piętnastka zatrzymała się na chwilę, a z jej twarzy znikła zaciętość, która zamieniła się w mieszankę strachu i niepewności. Podała do szóstki, która oddała piłkę trójce. I to właśnie ona ruszyła do przodu. Zrobiłam krok w jej stronę i wtedy złapała piłkę w ręce. Chciała rzucić. Niestety była zbyt wolna. Zjawiłam się przy niej w chwili, w której piłka ledwo oddaliła się od jej palców. Podskoczyłam i z całej możliwej siły uderzyłam piłkę, pchając ją ku ziemi, a ta  odbiła się od podłogi z głośnym hukiem i wyleciała za boisko. Nie ma tak. Nie wygracie z nami. Nie macie szans, małe gnidy. Stanęłam w lekkim rozkroku, chcąc przygotować się do kolejnej akcji, ale ręce opadły mi bezwładnie po bokach. Rozdziawiłam usta wpatrując się jak zauroczona w trybuny. Zaraz potem uśmiech wypełzł leniwie na moją twarz. Kiedy zobaczyłam czerwoną czuprynę, mój trans się pogłębił. Byłam nakręcona jak nigdy wcześniej. Mięśnie moich ramion napięły się, unosząc moje ręce do góry. Uśmiechnęłam się szerzej. Patricia i Amy stały gdzieś za mną, a Nancy i Caroline czekały co zrobi nasza trójka. A my ruszyłyśmy do obrony. Szóstka była moja. Trójka Pat, dziewiątka Amy, piętnastka Nancy, a dziewiątka należała do Caroline. Cleo wyrzucała z linii bocznej. Caroline nie dała rady jej zablokować ani odebrać jej piłki. Ale mogła zmienić tor lotu piłki. I tak zrobiła. Nancy przechwyciła ją, przebiegając obok z prędkością torpedy. Podała do Patricii, a ona popędziła sama na kosz. Trzy przeciwniczki zastąpiły jej drogę. Odrzuciła piłkę do Amy, a ja byłam już obok niej. Podała mi piłkę z rąk do rąk. Przeszłam od razu w kozioł i przebiłam się przez ścianę stworzoną z ciał w biało-pomarańczowych strojach. Jeden krok, drugi i kolejne punkty dla nas. W tej chwili rozległ się gwizdek. Ściana z pancernego szkła umiejscowiona w moim mózgu została rozbita. Czułam jakby coś na mnie spadło. Nie czułam nic. Fizycznie przestałam istnieć dla samej siebie. Niechętnie podeszłam do ławki i wzięłam butelkę wody. Pociągnęłam z niej kilka dużych łyków i dopiero wtedy zorientowałam się, że Nikki i wujek patrzą na mnie zszokowani.
  - Co jest? - spytałam odstawiając butelkę na ławkę. Peter popatrzył na Nikki, która wstała i podeszła do mnie.
  - Ćpałaś? Piłaś? Chuchaj. Pokaż oczy - zażądała, chwytając moją twarz w ręce i zwracając ją ku sobie. Czujnie patrzyła w moje oczy. Zaśmiałam się cicho, wyswobadzając się z jej uścisku. Pokręciłam przecząco głową.
  - Nic z tych rzeczy, mamo - wyjaśniłam, uspokajając ją. Nagle mój brzuch przeszył nagły ból. Lekko się zgięłam, ledwo powstrzymując torsje. Ból promieniował falami spod prawej strony żeber i rozchodził się na całe podbrzusze. Po chwili opanowałam armagedon w moim żołądku. Wyprostowałam się z krzywym uśmiechem, stwierdzając, że wszystko jest dobrze oprócz tego, że dopadła mnie kolka. Powiedziałam tak, ale w rzeczywistości czułam się okropnie. Żołądek i przełyk piekły mnie niemiłosiernie. Mój trans, moje czary-mary zniknęło jak ręką odjął, choć przed chwilą czułam, że osiągał co raz wyższe stadia. Czemu? Co się stało? Spanikowałam lekko, ale zaraz potem uspokoiłam się. Zaczęła się czwarta kwarta, trzeba było się skupić, wyjść na boisko i nie myśleć o niczym innym. Liczyła się teraz tylko piłka. Przekraczając linię, poczułam mrowienie w palcach obu dłoni. Dreszcze rozprzestrzeniły się na całe ramiona, dosięgły klatki piersiowej, brzucha nóg i głowy.
  -Daisy, dasz radę grać tak jak przed chwilą? - spytała Maria, podążając zaraz za mną i Amy. Kiwnęłam głową. - Dasz radę? Jesteś gotowa im z nami dokopać?
  - Zwarta i gotowa, pani kapitan - powiedziałam, unosząc nieznacznie kąciki ust. Zabawa rozpoczęła się od pierwszego rzutu Nancy za trzy punkty niespełna minutę po rozpoczęciu gry. Nie ruszałam się z miejsca. Stałam, obserwując z daleka czwartą kwartę. Patrzyłam, analizowałam i segregowałam informacje, co przychodziło mi co raz łatwiej. Akcje nadal należały do nas. Kiedy ja praktycznie zniknęłam z gry, przeciwniczki skupiły się na Patricii. Blokowały ją we dwie lub trzy, jednak ona nadal przedzierała się przez nie i zdobywała punkty. Liceum D nie dawało jednak za wygraną. Kiedy biegły w stronę naszego kosza, nawet nie kiwnęłam palcem. Robiłam krok w przód, a one po prostu rzucały z miejsca, w którym stały lub szybko podawały do innych. takim sposobem dwucyfrowa różnica w punktacji zmniejszyła się w jedyne 9 punktów naszej przewagi.

Zostało 5 minut.

  W tym momencie wyszłam spod kosza i ruszyłam prosto w kłębowisko ciał. Z łatwością mijałam nacierające na mnie dziewczyny. Prawie jakbym stała się powietrzem. Wszyscy wiedzieli, że jestem, ale nie zwracali na to uwagi, choć byłam potrzebna. Byłam wszędzie i nigdzie. Wyłuskałam piłkę z rąk Cleo, która zdezorientowana spojrzała prosto w moje oczy. Dopiero wtedy zauważyła, że tam byłam. Uśmiechnęłam się szeroko i kozłując, wyszłam poza obręb zamieszania. Odwróciłam się i szybko ruszyłam z powrotem. Znów dotarłam pod swój kosz, tym razem z prawej strony. Wyrzuciłam piłkę, po czym pomachałam sędziemu. Kolejne punkty powędrowały dla nas. Po wyrzucie spod kosza, zabrałam piłkę i znów podwyższyłam nasz wynik. I tak przez pięć kolejnych minut. Ja, Patricia lub Maria kradłyśmy podania, oddawałyśmy dalej do swoich i zdobywałyśmy następne punkty. Druga połowa czwartej kwarty rozgrywała się praktycznie pod koszem liceum D. A one panikowały co raz bardziej. 

10 sekund do końca.

Przechwyciłam piłkę i podałam do Nancy

8 sekund.

Ona wybiegła za linię za trzy i rzuciła.

5 sekund.

Nie trafiła. Wyskoczyłam do zbiórki, zdobywając piłkę.

4 sekundy.

Piętnastka natarła na mnie i w akcie desperacji
wbiła mi pięść w brzuch.

2 sekundy.

Utrzymałam się na nogach. Bolało, ale piłka była moja.

1 sekunda.

Wyrwałam się od trójki i piętnastki, wyskakując do góry.
Piłka odbiła się od tablicy i wpadła w obręcz.

KONIEC.

  Poczułam nagłą falę mdłości Przepchałam się przez dziewczyny i popędziłam do wyjścia. Wydawało mi się, że zaraz umrę. W ostatniej chwili nachyliłam się nad muszlą klozetową. Mój żołądek skurczył się gwałtownie, a z moich ust wytrysnęło do połowy strawione jedzenie. Zakaszlałam zniesmaczona, ale zaraz potem zwróciłam kolejną porcję dzisiejszego jedzenia.
  - Daisy! Gdzie jesteś?! - usłyszałam dochodzący z korytarza głos Nicole. Czułam się już lepiej. Wyplułam gorzką ślinę zalegającą w moich ustach i oparłam się plecami o zimną ścianę. Spuściłam wodę, stając niepewnie na chwiejnych nogach. Po chwili Nikki była już przy mnie. Wypłukałam usta, nie odpowiadając na żadne z zadanych mi pytań. W końcu Nikki poddała się, pomagając mi dotrzeć na salę. Z każdej strony posypały się słowa, a których rozróżnić dało się tylko "Co ci jest? Wyglądasz strasznie! Jesteś blada! Wszystko ok?" Na nic nie odpowiedziałam. Powoli usiadłam na ławkę, z wdzięcznością przyjmując butelkę wody. Upiłam kilka małych łyków i skupiłam się na klęczącym przede mną wujku.
  - Co jest Daisy? Co się stało? - spytał przejęty. Skierowałam wzrok na piętnastkę. Nasze spojrzenia się skrzyżowały, a ona się uśmiechnęła. Nie odwzajemniłam gestu, zamiast tego posłałam jej obojętne spojrzenie. Wskazałam na nią palcem i uśmiechnęłam się ironicznie.
  - Dostałam w brzuch. Pięścią - wycedziłam przez zęby. Niech sobie nie myśli, że się jej upiecze. Peter popatrzył na mnie, potem na drużynę przeciwną, za którą stał ich trener. Piętnastka zrobiła kamienną minę, a jej koleżanki zaraz zaczęły się do mnie rzucać.
  - Ona nigdy nie zrobiłaby czegoś takiego! To najbardziej uczciwa osoba jaką znam! Jak możesz tak kłamać?! Nie dość ci wygranej?! - krzyczała najgłośniejsza. Ich trener uciszył je gestem reki, po czym zwrócił się do piętnastki.
  - Zrobiłaś to? - spytał spokojnie. Dziewczyna spojrzała na mnie twardo, ale po chwili z jej twarzy spadła maska. Pokiwała niechętnie głową. - Pytam, czy to zrobiłaś - głos trenera stał się zimny.
  - Tak - powiedziała głośniej. W jej drużynie zawrzało. Przez chwile myślałam, że będę musiała podnieść koszulkę, żeby udowodnić winę dziewczyny, ale trenerzy opanowali sytuacje. Zgarnęli obie drużyny do podziękowań. Stanęłam na środku sali razem z innymi. Na przeciwko stała Cleo. Uśmiechnęłam się krzywo i podałam jej rękę. Potrząsnęła nią, nie patrząc mi w oczy. Poszłam razem ze swoją drużyną do szatni. Przebrałam się, słuchając psioczenia na przeciwniczki, po czym wyszłam. Skierowałam się do toalety. Stanęłam przed lustrem i uniosłam koszule do góry. Zaniemówiłam. Wpatrują się w lustro, przesuwałam wzrokiem po swoim torsie. Tuż pod żebrami, po całej szerokości ciągnęły się dwa, łączące się ze sobą siniaki koloru dojrzałej śliwki. Westchnęłam głęboko, kręcąc głową. Ja chyba naprawdę nie potrafię zrobić czegokolwiek bez doznawania jakichś kontuzji. Opuściłam koszulę i wyszłam z łazienki. Po drugiej stronie korytarza, oparta o ścianę stała Nicole. Podniosła na mnie wzrok i razem, ramię w ramię, poszłyśmy oglądać mecz chłopaków. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz