niedziela, 13 lipca 2014

Roz, 12

jeden wielki mind fuck po końcu roku.
boli mnie głowa, nie chce mi się nic wymyślać, więc przepiszę z zeszytu plb.
tak, to dzięki moim bólom głowy rozdział 12 wyjdzie szybciej xD

***

  Rozpoczęcie roku. Liceum.
  Wszystko takie nowe, a jednak wydaje się stare. Powtarza się sytuacja sprzed trzech lat. Nieznajome twarze, nowi nauczyciele i odrodzona motywacja do nauki. Oczywiście tylko u niektórych. Szedłem sobie spokojnie zatłoczonym korytarzem, uciekając przed wszechwiedzącą Miriam, która nie wiedziała gdzie jestem.
  Pierwszym co u niej zauważyłem był jej wzrost. Potem kolejno czarne włosy, niebieskie oczy i pełne usta. Wpadła na mnie ubrana w białą koszulę i granatową spódnicę. Zwykły mundurek, jak każdy, ale wyglądał jakoś inaczej. Kiedy mnie minęła, obejrzałem się za nią. jej ciuchy były o wiele za duże, a spod spódnicy wystawały czarne legginsy sięgające jej do kolan. No cóż, są różne gusta. Może jest jej tak wygodnie. Wzruszyłem ramionami i podążyłem dalej szukając wygodnej kryjówki. W jednej z klas mignęła mi znajoma twarz. Zajrzałem do pomieszczenia i zamarłem. Nicole. Przyjaciółka Rosy. Nigdy się nie rozstawały, więc i tu musiały przyjść razem. Wlazłem do klasy i podszedłem do niskiej, brązowowłosej dziewczyny.
  -Cześć. Jest Rosy? - spytałem nie zaprzątając sobie głowy przedstawianiem się.
  -Nie ma jej. Poszła gdzieś - mruknęła Nicole, nie odwracając wzroku od ekranu telefonu. Stanąłem naprzeciwko niej i kucnąłem, opierając się o ławkę ramionami. Podniosłą na mnie wzrok, zamierając na chwilę. Zaczęła coś pisać na telefonie, po czym przyłożyła go do ucha. - Cześć. Słuchaj. ktoś o ciebie pyta. ... Dziwisz się? ... Koleś przedstawił się jako Simon. ... Tak, ten Simon. ... Ok. Dobra. Powiem. Do później. Pa - powiedziała, rozłączając się. Zdziwiony faktem, że dziewczyna zna moje imię, czekałem na werdykt. Spojrzała na mnie zaciekawiona spod swoich okularów. - Czego od niej chcesz?
  -Nic takiego. Chciałem tylko... - zawiesiłem się. No właśnie. Co ja od niej chciałem? Jak ja w ogóle chciałem to rozegrać? 'Cześć, jestem Simon...' i co dalej? - Nieważne - stwierdziłem, chcąc opuścić jak najszybciej tą klasę, ale Nicole przytrzymała mnie za ramię.
  -Rosy na razie jest zajęta, ale nawet jakby nie była, nie spotkałaby się z tobą. Jeszcze nie. Nie teraz - powiedziała z poważną miną, ale zaraz potem uśmiechnęła się szeroko. - Jestem Nicole. Mów mi Nikki. Serio, nie możesz szukać na razie Rosy. Oh. I jeszcze jedno. Lubisz spać na dachu szkoły? - kiwnąłem głową zaskoczony. - To lepiej uważaj. jest tam moja koleżanka, Daisy. Potrafi być bardzo agresywna jeśli się ją obudzi.
  Tymi słowami zakończyła rozmowę, puszczając moją rękę i na nowo zagłębiając się w ekran swojego telefonu.Wyszedłem na korytarz i ruszyłem w stronę schodów prowadzących na dach, żeby jak najszybciej zniknąć z pola rażenia Miriam.
  Idąc, myślałem o tym co powiedziała Nicole. Wyraźnie potwierdziła, że Rosy jest w tej szkole, więc jak mogłem jej nie zauważyć na apelu? Przecież ona bardzo wyróżnia się swoją nadmierną energicznością i rudawym włosom, które w tych czasach są co raz rzadziej spotykane. Wyszedłem na dach i wspiąłem się na daszek nad drzwiami. Teraz zobaczyłem co Nicole miała na myśli. Dziewczyna, która wpadła na mnie wcześniej, leżała na środku daszku. Miała rozpięte pierwsze trzy guziki koszuli. Na chwilę zapatrzyłem się na to, co było zaraz pod materiałem, ale otrząsnąłem się w miarę szybko. Spojrzałem na jej twarz. Przypominała mi kogoś. Tylko kogo? Wzruszyłem ramionami i położyłem się niedaleko dziewczyny, którą Nicole przedstawiła jako Daisy. Przewróciłem się na plecy i wpatrzony w niebo, zacząłem wspominać swoje pierwsze mecze, jak to miałem w zwyczaju robić przed snem. Nie zdążyłem jednak nawet zmrużyć oka, bo Daisy obudziła się nagle. Zauważyła mnie. Wstałem i podszedłem do niej. A raczej chciałem, bo spadła na dach, dosłownie tarasując drzwi. Obrażona, nie odezwała się do mnie więcej słowem.
  Następnego dnia podczas pierwszej lekcji, wpadłem na nią znowu. Wbiła do męskiego kibla i zrzygała się do zlewu. Osunęła się na podłogę i zaczęła bredzić coś o tym, że chcę ją skrzywdzić. Złapałem ją za ramiona i postawiłem na nogi. Nie wiedziałem co mam robić, nigdy nie byłem w takiej sytuacji. Przytuliłem ją do siebie, czując, że to powinno pomóc na jej atak paniki. I rzeczywiście pomogło. Przestała się trząść i wczepiła się w moją koszulkę, płacząc jak małe dziecko. Podniosłem ją do góry i wyszedłem z łazienki. Daisy wtuliła się do mnie jakbym był co najmniej miśkiem z jej dzieciństwa. Mniej więcej w połowie drogi przestała szlochać i całkowicie otrząśnięta i przytomna wpatrywała się we mnie błyszczącymi oczami. Siedziałem z nią u pielęgniarki do końca lekcji. Nie czułem się tym jakoś zirytowany, chociaż zwykle taka sytuacja wywołałaby u mnie iście alergiczną reakcję. Po lekcjach dorwała mnie Miriam.
  -Simon! Miałeś nie uciekać z lekcji! - zawołała, kiedy ignorując ją poszedłem pierwszy, oddalając się od niej co raz bardziej. Potem spotykałem Daisy jeszcze wiele razy. Wpadaliśmy na siebie na przerwach, nie raz mignęła mi gdzieś, kiedy byłem na mieście, a raz nawet widziałem jak gra z jakimś czerwonowłosym pajacem. Chwilę potem spotkałem drużynę z gimnazjum i nie mogłem już się wykręcić od spotkania w kawiarni. Raz spotkałem Daisy z właśnie tym pajacem (który okazał się mieć na imię Matthias) w fast foodzie. Widzieliśmy się też w kościele, ale szybko mi potem zwiała.
  Najbardziej jak do tej pory, zapamiętałem pierwszą niedzielę października. Udało mi się wyrwać cycastą blondynę i szliśmy akurat po obrzeżach miasta. kiedy ją pocałowałem, przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz. Ktoś na nas patrzył. To stąd te drgawki. Podniosłem wzrok na górkę, pod którą staliśmy. Na jej szczycie stała dziewczyna. Wyglądała jak Rosy, ale jej włosy kojarzyły mi się z Daisy. Wyprostowałem się i machnąłem ręką, zachęcając dziewczynę, żeby do nas zeszła. Nie wiedziałem wtedy co robię. Ciekawość pchała mnie do czegoś, czego nigdy bym nie zrobił. Mimo mojego zaproszenia, dziewczyna pokręciła głową, nałożyła słuchawki na uszy i zbiegła z górki w przeciwnym kierunku.
  -Rosy! - wrzasnąłem, zostawiając blondynę samą. Głupota. Nie wiedziałam kim jest czarnowłosa, więc czemu byłem tak pewien, że to ONA? Rosy upadła, a ja przyspieszyłem, jednak zanim do niej dobiegłem, zdążyła wstać i nałożyć kurtkę. Odwróciła się i stając ze mną twarzą w twarz, wcisnęła ręce w kieszenie. Spojrzała na mnie obojętnym wzrokiem. Wzdrygnąłem się. Kiedyś w jej oczach była sama radość, więc czemu? Nagle wszystko mi się ułożyło. Rosy, gwałt, spadek formy na finale, nagłe zniknięcie dziewczyny, Daisy...
  -Jutro pogadamy, jeśli przyjdziesz na trening - powiedziała, zanim zdążyłem wydusić z siebie chociaż jedno poprawne zdanie. Po ustaleniu warunków, zgodziłem się na jej propozycję. Daisy/Rosy odeszła szybkim krokiem. Jej słowa potwierdzały moją teorię. Spławiłem blondynę i chcąc to wszystko przemyśleć, wspiąłem się na górkę, pod którą stałem. Usiadłem w najwyższym jej punkcie i ruszyłem mój mózg, co przyszło mi z wielkim trudem. Poukładałem sobie wszystkie informacje, co też nie było łatwe, bo nie lubię tego typu spraw. Siedziałem tak chyba ze dwie godziny.
  Następnego ranka wstałem  i wybiegłem z domu pewny swojego spóźnienia. Przez bramę szkoły przebiegłem ramię w ramię z Daisy. Skinęła mi głową uśmiechnięta od ucha do ucha, po czym pognała do swojej klasy. Przez nią spóźniłem się bardziej niż zamierzałem, bo jeszcze kilka minut stałem zszokowany tym, że Daisy miała na głowie brązowo-rude włosy, dokładnie takie jakie zapamiętałem u Rosy. Pokręciłem głową ze śmiechem i pobiegłem na lekcje. Zmieniłem zdanie. Nie będę na Daisy nic wymuszał. Jeśli chce mi to powiedzieć to to zrobi, jeśli nie - to nie. Dla mnie ważne jest jedno. Wreszcie wiem co się dzieje z Rosy. Ona jest obok mnie i mogę na nią patrzeć do woli.
...
Dziwnie to zabrzmiało, prawda?

***
  Wybiegłam z domu pewna swojego spóźnienia. Wiatr rozwiewał moje włosy, które były teraz w 95% naturalne. Pozostałe pięć procent naturalności spaliło się w mojej prostownicy.
  Do szkoły wpadłam równo z Simonem. Uśmiechnęłam się do niego i poleciałam do swojej klasy. Serce waliło mi jak szalone, kiedy myślałam o tym, co mam powiedzieć Simonowi po treningu.
  -Jak myślisz? Co ja mam teraz zrobić? - spytałam Nikki, kiedy siedziałyśmy na matematyce, nudząc się niemiłosiernie. 
  -Wiesz, że myślenie nie jest moją dobrą stronę - westchnęła ciężko. - Ale sądzę, że powinnaś mu wytłumaczyć tylko to, co go interesuje. Nic więcej. Nie opowiadaj mu swojego życia ani nic takiego. Poza tym.. Czemu żeś wróciła do tego koloru? Nie chcesz się kryć?
  -Nie. Już nie. Niech ludzie myślą co chcą. Walić ich - powiedziałam, wstając wywołana do odpowiedzi. Podeszłam do tablicy i rozwiązałam swoje zadanie. Wróciłam do ławki przy akompaniamencie cichych lub głośniejszych rozmów uczniów. Uśmiechnęłam się lekko. Nie rozmawiali o mnie. I tak trzymać.
  Zadzwonił dzwonek i wszyscy wyszliśmy z klasy. Chłopak zwany Ketchupem zebrał ludzi naokoło siebie.
  -Dobra, słuchajcie. Wy wchodzicie do klasy normalnie. Ja i Drake się spóźnimy. Otworzę drzwi, rzucę kulkę papieru i wrzasnę 'granat'. Wy chowacie się pod ławkami, a my wtoczymy się do sali - wskazałam na siebie i głośnego blondyna, który był z Simonem w drużynie. - Wiecie o co chodzi, nie? Zrobimy to tak, jak na tym filmie o wojsku - zaśmiał się głośno. Zawtórowałam mu, wyczuwając niezły śmiech. Wszyscy wykonali swoje zadania, a Nikki nagrała to wszystko telefonem. W efekcie naszego wybryku nie było kolejnej matematyki. Za to dostaliśmy wykład na temat prawidłowego zachowania w liceum. Reszta lekcji przeleciała jakoś tak szybciej. Nie działo się praktycznie nic, więc miałam czas na myślenie. Kiedy nic nie przychodziło mi do głowy, machnęłam na to ręką. 
  -Pójdę na żywioł, może nawet powiem coś mądrego - powiedziałam do Nikki i wybuchłyśmy śmiechem. Szłyśmy akurat na salę. Widząc jedną ze starszych dziewczyn, spytałam ją czy można jeszcze się zapisywać do drużyny. Ucieszyłam się z potwierdzenia. W szatni natknęłyśmy się na bliźniaczki i ich wyższą koleżankę.
  -Hej. Jesteście nowe? - spytała jedna z sióstr-laleczek. Pokiwałam niepewnie głową, nie wiedząc jak się zachować. - To świetnie! Mało miałyśmy osób odkąd odeszły ostatnie klasy. Jestem Caroline - uśmiechnęła się miło.
  -Ja jestem Susan - przedstawiła się wyższa koleżanka.
  -A ja Alex - uśmiechnęła się druga z bliźniaczek. 
  -Ja jestem Daisy, a to jest Nicole - przedstawiłam siebie i chowającą się za mną dziewczynę. Potem przebrałyśmy się i wyszłyśmy z szatni. Związałam włosy i nałożyłam szarą bluzę na białą koszulkę.
  -Gotowa na powrót do przeszłości? - spytała Nikki. Pokiwałam śmiało głową, poprawiając bluzę zwisającą mi z ramion. W bojowych nastrojach wkroczyłyśmy na salę. 
  Witam wszystkich pierwszoklasistów - zaczęła dziewczyna w krótkich, niebieskich spodenkach. - Nazywam się Patricia. jestem mocnym skrzydłowym. Teraz po kolei się przedstawcie i powiedzcie na jakich pozycjach do tej pory grałyście. 
  -Elizabeth. Byłam rozgrywającą.
  -Amy. Prawy skrzydłowy.
  -Risky. Rozgrywająca.
  -Nicole. Rozgrywająca. 
  -Nataly. Słaba skrzydłowa.
  -Daisy Rose. Środkowa. - powiedziałam patrząc tempo przed siebie. Co ja tu robię? Miałam tu więcej nie wracać. Miałam zrezygnować, miałam zniknąć. Więc czemu?
  -Dobrze. Usiądźcie. - nakazała jedyna blondynka w drużynie, która nie była z pierwszych klas. - Jestem Maria, kapitan dziewczęcej drużyny koszykówki w tym liceum. Powiedzcie czemu dołączyłyście do naa, do naszego klubu,
  -Obok grają fajni chłopacy - wypaliła Elizabeth, nakręcając na palec kosmyk włosów. Wywróciłam oczami.
  -Wypad z sali - warknęła Patricia. Elizabeth popatrzyła na nią zdziwiona. - Wyjdź i nigdy nie wracaj! - wrzasnęła. Lizzy poderwała się do góry z płaczem i wybiegła z sali. Spojrzałam z podziwem na Pat, a potem porozumiałam się wzrokiem z Nikki. Mimo, że Maria jest kapitanem, to właśnie Patricia wyrzuca niepotrzebne śmieci. - Któraś jeszcze przyszła tu przez faceta? Prędzej czy później i tak się dowiem, więc lepiej powiedzcie po dobroci - syknęła rozjuszona. Na drugą połowę sali weszli chłopcy, a wśród nich dostrzegłam Simona. Kiwnął do mnie głową, pozdrawiając mnie. Odkiwnęłam mu, a w tym momencie podszedł do nas Adam, kapitan męskiej części drużyny.
  -Albo świat się kończy, albo ktoś nawrócił Simona. Przyszedł dziś do mnie i stwierdził, że przeprasza za swoje wcześniejsze zachowanie i będzie przychodził na wszystkie treningi - powiedział siadając obok Marii, która spojrzała na niego zdziwiona. Prychnęłam rozbawiona i skierowałam wzrok w stronę Simona. Aż tak sobie wziął do serca tą obietnicę. Znów skupiłam się na dziewczynach, gdyż poczułam na sobie czyjś ciekawski wzrok. Adam wwiercał we mnie spojrzenie spod przymkniętych powiek. - Jak to zrobiłaś? - spytał. Wzruszyłam ramionami. Sama byłam zszokowana świeżą wiadomością. - No nie daj się prosić... Jak mam na ciebie mówić? Daisy czy Rosy?
  -Obojętnie - westchnęłam ciężko.
  - No to jak to zrobiłaś, Rosy? - Adam nie poddawał się, chociaż ja nie miałam w planach nic mu wyjawiać.
  -Ona? Poza tym.. Przecież Rosy prawdopodobnie już nie gra, a Daisy nie jest do niej podobna - zaśmiała się przyjaciółka Marii.
  -Przyjrzyj jej się dokładniej - mruknął Adam wstając, ale zanim odszedł, wskazał na mnie palcem. - Musisz mi powiedzieć kiedyś co zrobiłaś Simonowi, bo to magia jakaś - zaśmiał się kierując swoje kroki do Mike'a i reszty. Oni wprowadzenie mają już za sobą, więc mogą skupić się na treningu, zamiast tak jak my, siedzieć na podłodze gadając bezsensowne rzeczy. Przestałam słuchać dziewczyn i skupiłam się na obserwowaniu ruchów chłopaków. Zauważyłam, że między nimi jest także Drake, który grając mini mecz 3 na 3, nie radził sobie z genialną obroną Simona.
  -A ty, Daisy? Czemu grasz? - spytała przyjaciółka Marii. Zastanowiłam się chwilę.
  -Bo to kocham - rzuciłam z uśmiechem. - Poza tym, gdybym na nowo nie zaczęła grać to Simon nie przyszedłby na trening. Siła wyższa.
  -Więc to serio ty - westchnęła Patricia, podpierając czoło dłonią. Spojrzałam na nią pytająco. - Jesteś Rosy, tą samą dziewczyną, która ograła mnie dwa lata temu?
  -Nie wiem. Nie pamiętam - palnęłam. Wszystkie dziewczyny zaczęły się śmiać. Po chwili starsze koleżanki wstały i poszły po piłki do magazynku. Odeszłam od pozostałych chwilę potem.
  -Drake. Piłka - rozkazałam chłopakowi, który siedział pod ścianą. Podał mi zdezorientowany. - Z twoją techniką nigdy nie ominiesz tego palanta. Robisz wszystko zbyt sztywno.
  Drake zagrał rolę Simona i ustawił się naprzeciwko mnie. Stanęłam na szeroko rozstawionych, ugiętych nogach. Piłkę przeniosłam na prawo i wpatrywałam się w oczy chłopaka. Obserwował uważnie każdy mój ruch. Uśmiechnęłam się.
  -Błąd - szepnęłam, okręcając się na lewej pięcie i zamarkowałam podanie w prawo, po czym zrobiłam kozioł w lewo. - Tak to się robi. - powiedziałam oddając piłkę chłopakowi. - Nie przyglądaj się tak bardzo przeciwnikowi, bo ci się wszystko pomiesza. Działaj instynktownie. Inaczej nici z twojej gry - mrugnęłam do niego porozumiewawczo. Kiwnął głową, a ja wróciłam do swoich.
  -Pięć kółek wokół całej sali! - zawołała Patricia. Wszystkie puściłyśmy się biegiem przy ścianie. Nikki dogoniła mnie po kilku sekundach.
  -Po co tam poszłaś? - wskazała głową Drake'a.
  -Pomogłam mu - odparłam beztrosko. Po przebiegnięciu pięciu kółek, przyszedł czas na rozciąganie. Skrętoskłony, siad potkarski, skoki w miejscu, dotykanie podłogi bez uginania kolan i inne ćwiczenia rozciągające, których dawno nie robiłam, dały mi w kość. - Mięśnie mi zdrętwiały - zajęczałam do Nikki, a ta zaśmiała się tylko i kontynuowała ćwiczenie. - Nikczemna. Nawet mi nie współczujesz - nadęłam policzki.
  -Sama jesteś sobie winna, więc przestań marudzić - powiedziała, a raczej wystękała, próbując dotknąć ręką końca wyprostowanej nogi. Zarechotałam wykonując ćwiczenie bez trudu. Maria dmuchnęła w gwizdek, ogłaszając koniec rozgrzewki. Razem z resztą dziewczyn ustawiłam się w szeregu naprzeciwko pani kapitan.
  -Trener zaraz przyjdzie. Do tego czasu sobie postoimy - powiedziała i po chwili zaczęła rozmawiać ze swoją przyjaciółką, która jak się dowiedziałam, ma na imię Nancy. Odwróciłam głowę w stronę chłopaków. Drake wciąż próbował ominąć Simona, ale teraz wychodziło mu to o wiele płynniej niż wcześniej. Przeniosłam wzrok na Adama i Mike'a. Wciąż przerażony, młodszy chłopak, trząsł się ze strachu przed swoim kapitanem, który najwyraźniej miał dość zachowania swojego kolegi, bo kazał mu iść rzucać trójki. Przyglądałam się treningowi chłopaków, aż do pewnego momentu. Do momentu, w którym wyłapałam wzrok Simona. Nasze spojrzenia się skrzyżowały, by zaraz potem rozbiec się w dwie strony. Chłopak musiał z opóźnieniem zareagować na mijającego go Drake'a, a ja spojrzałam na swojego trenera wchodzącego do sali. Miał nie więcej niż 28 lat. Nie wysoki, nie niski. Średniego wzrostu z szopą brązowych włosów i zakazaną mordą.
  -Peter?! - wrzasnęłam, cofając się o krok. Facet zatrzymał się i przeniósł wzrok z Patricii na mnie i zamarł w pół kroku z otwartymi szeroko oczami i ustami. Minę tą jednak zniekształcała blizna przecinająca jego prawy policzek, co dawało dość przerażający efekt.
  -Daisy? - szepnął, powoli cofając się do wyjścia, ale przyszpiliłam go wkurzonym wzrokiem. Wściekłość zagotowała się we mnie jak woda na herbatę zanurzona w lawie. Pewnym, szybkim krokiem podeszłam do mężczyzny. - Bardzo jesteś zła? - spytał uśmiechając się niepewnie.
  -To chyba jasne. Zniknąłeś bez słowa i zapomniałeś o nas. Chyba, że znowu miałeś romans, co? - warknęłam patrząc w jego oczy.
  -Kłótnia małżeńska? - spytała Nikki, podchodząc do nas. Zgniotłam ją wzrokiem. - Dobra, jednak nie. Nie bij...
  -Jestem jej wujkiem - powiedział, wskazując na mnie palcem. Westchnęłam tylko i spojrzałam na Petera ze smutkiem.
  -Jak można zapomnieć o swojej własnej chrześniaczce - szepnęłam zrezygnowana, wracając do szeregu. Potem nasz trener aka mój wujek, kazał nam dobrać się w pary złożone z pierwszorocznych i drugo- lub trzecioklasistki. Mi wypadła przyjaciółka Marii, Nancy. Nie było źle, zwłaszcza, że Nikki dostała Patricię, która jest agresywną i nieokiełznaną dziewczynę i bóg wie co i kiedy może jej przyjść do głowy.
  Na początek były podania w biegu i rzuty osobiste. Oba ćwiczenia trwały chyba z 15 minut. Następnie ćwiczyłyśmy różnego rodzaju podchodzenie pod kosz. Uśmiechnęłam się pod nosem, kozłując piłkę. I tak rzadko kiedy robiłam to, co mi kazali. Przyspieszyłam, nagle pochylając się w przód. Kozłując piłkę raz lewą, raz prawą ręką i robiąc zmyłki, przepchnęłam Nancy pod kosz. Złapałam piłkę w obie ręce i delikatnie wyrzuciłam ją w górę. Trafiłam. Czysty.
  -Starczy! - zawołał Peter. Zebrałyśmy się naokoło niego. - Zagramy teraz dwa razy do dziesięciu punktów i będziecie wolne - powiedział, kładąc czerwone koszulki na ławce. - Robimy tak... Nancy, Patricia, Amy, Nicole i Caroline będą jedną drużyną. Daisy, Maria, Risky, Nataly i Susan to druga drużyna. Pasuje? Tak? To teraz Patricia rozda swoim koleżankom koszulki - zarządził Peter, rozsiadając się na ławce.
  -Ej. A kto wyrzuci piłkę? - spytałam stając na środku wyznaczonego boiska. Koło mnie stanęła Patricia.
  -Ja - powiedziała Maria, kozłując piłką. Złapała ją w ręce. Ja i Pat ustawiłyśmy się do wyskoku. Piłka poszybowała w górę. Wyskoczyłam jak najwyżej, jednak to przeciwna drużyna przechwyciła piłkę. Pognałam w stronę kosza, wyprzedzając Nancy. Stanęłam przed nią na lekko ugiętych nogach. Rzuci czy pójdzie dalej? Dziewczyna przetrzymała się na sekundę, żeby po chwili wyskoczyć, wyrzucając piłkę w górę. Obróciłam się w stronę kosza. Tor lotu był zbyt płaski. Ni trafi. Nie było o tym nawet mowy. Kiedy wyskoczyłam do zbiórki, piłka odbijała się od obręczy. Złapałam ją i stanęłam twardo na ziemie. Obróciłam się na pięcie i pobiegłam przed siebie, kozłując. Tuż za środkową linią dopadła mnie Patricia. Automatycznie odrzuciłam piłkę w lewo do Susan. Ta machinalnie podała do Marii, która przecięła boisko jak torpeda. Gwizdnęłam cicho. Blondynka może i nie jest zbyt szczupła, ale na pewno bym jej nie prześcignęła. Maria podała do Risky, a ta znów stanęła jak słup. Wyprzedziłam dziewczynę i stanęłam przed nią.
  -Podaj! - zawołałam. Złapałam piłkę i ruszyłam na kosz. Nagle znikąd pojawiły się Amy i Caroline. Zatrzymałam się kozłując. Syknęłam cicho, zirytowana. Rozejrzałam się. Maria była kryta. Tak samo Risky, Nataly i Susan. Uśmiechnęłam się pod nosem.
  -To nie w moim stylu - mruknęłam. Po co mam się zastanawiać? Po co myślę podczas gry? Kiedyś grałam instynktownie. Zapomniałam już kto i czemu kazał mi myśleć i analizować grę. Spojrzałam na swoje nogi. Przymknęłam oczy, koncentrując się, a kiedy znów je otworzyłam, byłam gotowa do dalszej gry. Obudziłam się z ośmiomiesięcznego snu. Kozioł do lewej, z lewej do prawej, z prawej do lewej, z lewej do prawej. Robiłam to tak szybko, że ani Amy ani Caroline nie zdążyły zareagować, kiedy złapałam piłkę i wyskoczyłam w górę, rzucając do kosza.
  -Puk puk. Kto tam? Przeszłość - szepnęłam opadając na ziemię. Piłka odbiła się od tarczy i zawirowała na obręczy, by po chwili wpaść do kosza i spaść na ziemię odbijając się od niej dwukrotnie.

***

rozdział skończony przy dźwiękach k-popu
nigdy nie myślałam, że będę tego słuchać
ale ma bardzo fajne bity
a to jet to co Lefełki lubią najbardziej xD
dobranoc niggasy ♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz