dzięki Hachi czwarty rozdział PLB wyjdzie szybciej niż myślałam.
Hachi.
stap.
***
Obudził mnie nagły hałas. Coś jakby ciało uderzające o ziemię. Otworzyłam oczy. Zmrużyłam je próbując dostrzec godzinę na wyświetlaczu po drugiej stronie pokoju. Odetchnęłam z ulgą widząc, że nie ma nawet czwartej. Zerknęłam w stronę okna. Nie było zasłonięte, a w pokoju panował półmrok. Poczułam, że żołądek zaczyna mi szaleć. Zebrało mi się na wymioty. Zerwałam się z łóżka i przebiegłam przez pokój potykając się o coś. Wypadłam na korytarz i otworzyłam gwałtownie drzwi do łazienki. Padłam boleśnie na kolana, podpierając się rękoma brzegu muszli klozetowej. Nachyliłam się nad otwartym kiblem i poczułam nagłe skurcze żołądka. Nic więcej. Tylko spazmy, które wywoływały u mnie ból. Z moich ust pociekła żółta, gorzka do granic możliwości ciecz. Zakaszlałam próbując się podnieść. Złapałam się ręką umywalki, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa, rozjeżdżając się ponownie na zimnej podłodze. Sięgnęłam na parapet i wymacałam podręczne lusterko. Spojrzałam w swoje odbicie. Otworzyłam szeroko oczy.
-O borze.. - szepnęłam widząc, rozmazany naokoło podkrążonych oczu, tusz. Na policzku miałam zaschniętą strużkę żółtej śliny. Usłyszałam ziewanie i leniwe kroki, a chwilę potem w drzwiach łazienki stanął Mat.
-Jak się czujesz, pando? - spytał opierając się barkiem o framugę.
-Głowa mnie boli - powiedziałam, czując jak w środku mojej czaszki wybucha bomba atomowa. Ból był nieznośny i ostry, jakby ktoś właśnie przebijał mi skronie milionem grubych igieł.
-Nie dziwię się. Dziewczyno.. Co ty piłaś? Ile ty tego wypiłaś? - zaśmiał się.
-Twój angielski jest dziwny - powiedziałam, krzywiąc się lekko. Wciąż miałam w ustach gorzki posmak.
-Niedawno wróciłem z Europy. Stąd ten akcent - powiedział chłopak podnosząc mnie. Usiadłam na brzegu wanny.
-A tak w ogóle.. - zaczęłam, kiedy Mat wrócił z kuchni ze szklanką wody. - Czemu jesteś w moim domu? - spytałam wstając. Podeszłam chwiejnie do umywalki i nachyliłam się nad nią, by wypłukać usta. Mat podtrzymał mnie jedną ręką, a drugą zebrał moje włosy do góry.
-No wiesz? - udał obrażonego. - Sama napisałaś, że czekasz - zaśmiał się. Poderwałam głowę do góry gwałtownie. - Tak, tak. To ja jestem Bas-life, nie bój się.
-Udowodnij - zażądałam.
-Twój nick to skrót od twojej jedynej napisanej piosenki 'Figter on Fire' - uśmiechnął się. Odetchnęłam z ulgą. Nie był oszustem. Na komunikatorze miałam nick *FoF* i tylko nieliczni wiedzieli co on oznacza. Mówiąc nieliczni mam na myśli Bas-life i Nikki. Uśmiechnęłam się lekko i związałam włosy w wysoki kucyk. - Lepiej się czujesz?
-Ta. Już dobrze - westchnęłam. - Nie mogę uwierzyć, że się schlałam. Ostatnim razem kiedy aż tak bolała mnie głowa, byłam chyba w drugiej klasie gimnazjum - zaśmiałam się. Umyłam zęby, twarz i zmieniłam ciuchy.
-A gdzie twoi rodzice? - spytał Mat, siedząc w kuchni, kiedy ja robiłam herbatę.
-Tata jest ze swoją.. dziewczyną - powiedziałam wkładając torebki herbaty do szklanek i zasypując je cukrem. - A mama nie żyje.
-Przepraszam - szepnął, a ja zaśmiałam się.
-Spoko, spoko. To było rok temu - stwierdziłam wlewając do szklanek gorącą wodę. - Idź do salonu. Zaraz przyjdę. Uwaaa. Zimno - zapiszczałam idąc do pokoju. Nałożyłam gruby sweter i wróciłam do salonu.
-Idziesz dziś do szkoły? - spytał siadając na fotelu. Pokręciłam głową, po czym upiłam łyk słodkiej, pomarańczowej herbaty z cynamonem. - Ja też nie - zaśmiał się. - Muszę dokończyć rozpakowywanie swoich rzeczy i w ogóle..
-Mogę ci pomóc - zaoferowałam. Poczułam jak zmęczenie i ból głowy zamyka mi powoli oczy.
-Serio? Dzięki! Uratowałaś mnie - uśmiechnął się z wdzięcznością.
-Mam pytanie. Był tu taki bardzo wysoki chłopak z brązowymi włosami do ramion? - spytałam z całych sił próbując nie zasnąć.
-Tak, był. Powiedział, że twój tata zadzwonił do domu, a ty odebrałaś dziwnie bełkocząc. Twój staruszek przedzwonił do wujka tego chłopaka i poprosił, żeby ten wielkolud przyszedł do ciebie i zobaczył co się z tobą dzieje. Chłopak nazywał się chyba Andrew Spickle - powiedział Mat, a ja niezdarnie pokiwałam głową nie rozumiejąc połowy z tego co mówił. Czerwonowłosy zabrał z moich rąk pusty już kubek po herbacie i wstał. - Ja już pójdę do siebie, a ty marsz do wyrka - kazał mi. wychodząc z salonu. Zaniósł kubki do kuchni, a ja tym czasem próbowałam dostać się do swojego pokoju. Wstałam z fotela i ruszyłam przed siebie. Uderzyłam głową o futrynę, potem o ścianę, a na koniec - o swoje łóżko.
-Branoc! - zawołałam z twarzą w poduszce.
-Dobranoc - dotarł do mnie głos znad mojej głowy. Mat przykrył mnie kocem, pod którym zawsze śpię. Owinęłam się nim szczelniej i zamruczałam cicho. Chłopak zaśmiał się i wyszedł z mojego pokoju. Chwilę potem zgasło światło w korytarzu i trzasnęły drzwi wyjściowe. Ułożyłam się wygodnie, ale zrobiło mi się TROCHĘ za gorąco, więc zmusiłam się, by wstać i zdjąć dresy, kapcie i koszulkę spod swetra. W samym swetrze padłam na łóżko, na nowo opatuliłam się kocem, przytuliłam poduszkę leżącą pod moją głową i zasnęłam, pierwszy raz nie bojąc się nocy.
*
-Daisy.. Kochanie.. Wstawaj - usłyszałam nad uchem.
-Nie idę do szkoły. Coś mi wczoraj zaszkodziło. Rzygałam - warknęłam kryjąc głowę pod kocem, który chwilę potem został ze mnie chamsko ściągnięty. - Zostaw. Brzuch mnie boli - zawołałam zduszonym głosem, próbując po omacku złapać koc. Tak naprawdę to czułam się lepiej niż ostatnio, ale po co komu ta wiedza? Usłyszałam śmiech. Otworzyłam jedno oko, ale oślepiło mnie ostre światło latarki. Zamachnęłam się wytrącając z rąk osoby stojącej nade mną piekielnie ostre źródło światła. Wtedy dopiero odważyłam się unieść powieki.
-Ej.. Musisz być taka agresywna od razu? Nic ci jeszcze nie zrobiłam, nie? - spytała retorycznie Nikki, udając obrażoną. Chwilę potem spoważniała. - Czemu się upiłaś? - spytała głaszcząc mnie po włosach.
-Tata znów był z tą całą Shane. Wiesz jak ja jej nie lubię. Na siłę wciska mi różowe rzeczy, kosmetyki i inne pierdoły, które 'pomogą mi stać się kobiecą' - westchnęłam w poduszkę.
-Ja też tak robię. No.. Może oprócz tych różowych ciuszków, ale i tak to robię. Nie lubisz mnie za to? - spytała, a ja odwróciłam się na plecy i położyłam ramię pod głowę.
-Tobie wybaczam, bo jeśli ci mówię, że nie chcę tego swetra albo przemalowania włosów na blond, to mi tego nie wciskasz chamsko do głowy i nie wypominasz mi, że marnuję swoją urodę, że powinnam nakładać kilogram tapety na twarz i nosić do tego koszulkę do pępka i spódnicę, która odkrywa dupę! Shane chciała mi wcisnąć czerwone, koronkowe stringi! Wyobrażasz sobie mnie w stringach?! - zawołałam kryjąc twarz w dłoniach. Po chwili znów zaczęłam mówić, ale tym razem już spokojnie. - Nie lubię tego, że wtrąca się w moje życie. Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby tata z nią był, gdyby nie próbowała mnie zmienić w swojego młodszego klona.
-Spokojnie, Daisy - szepnęła Nikki nieco zdziwiona. Nagle uświadomiłam sobie, że skoro ona jest tutaj, to znaczy, że nie ma jej w szkole. NO SHIT, SHERLOCK!
-Która godzina i czemu tu jesteś? - spytałam, podrywając się do pozycji siedzącej.
-Jest dokładnie 14.43, ale lekcje mam już za sobą. Nie było fizyki i matematyki, więc spokojnie - zaśmiała się i rozejrzała dookoła. - Czemu jest tu tak dziwnie czysto? Nie powinno, skoro byłaś tak pijana, że zadzwoniłaś do mnie o dwunastej w nocy z pytaniem czemu słońce jest zgaszone - roześmiała się w głos, ale nagle spoważniała. - Zaraz po tym jakiś chłopak wyrwał ci komórkę z ręki i powiedział, że za ciebie przeprasza, a potem się rozłączył.
Zrobiłam przerażone oczy. Nie, nie dlatego, że ktoś gadał przez mój telefon. Dlatego, że jeśli Nikki nie zna chłopaka, który był u mnie w domu, to zawsze jest wściekła. Jest w takich momentach jak matka i tego najbardziej nie lubię.
-Kto? Jaki chłopak? Nie było tu żadnego chłopaka - próbowałam wytłumaczyć tą niezręczną sytuację, ale niestety na Nikki nie działały takie nędzne wymówki. Westchnęłam ciężko widząc jej niedowierzającą minę. - No.. Przyznaję.. Był jeden.. Ewentualnie dwóch.. Jeden to mój sąsiad, a drugi to siostrzeniec policjanta.. - mruknęłam ugodowo.
-No. I to rozumiem -powiedziała patrząc na mnie z założonymi rękami.
-O kurde! Obiecałam Matowi, że pomogę mu przy przeprowadzce! - zawołałam podrywając się do góry. Zmieniłam sweter na polarową bluzę i wypadłam z pokoju. Po chwili jednak wróciłam, nałożyłam dresy i wtedy wbiegłam do kuchni. Dokończyłam zimną herbatę z cytryną, którą zapewne zostawił mój tata, wypiłam kilka łyków mleka i otworzyłam drzwi wyjściowe. Przebiegłam przez korytarz i zapukałam do drzwi. Po chwili przerzuciłam się na nałogowe przyciskanie guzika od domofonu. Kilka minut później usłyszałam przyspieszone kroki.
-Kto? - ziewnął zmęczony głos.
-Ja - odparłam. - Taka magia - zaśmiałam się, kiedy drzwi skrzypnęły otwierając się powoli.
-Żadna magia - westchnął Mat drapiąc się po karku i stając w szeroko otwartych drzwiach. Nie miał na sobie nic, oprócz spodni od piżamy. Jego beznamiętna mina zdradzała, że był przyzwyczajony do tego typu sytuacji. Cóż.. On może tak. Ja - nie. Patrzyłam zafascynowana na jego piękne, wypukłe mięśnie. Wszystkie były takie... perfekcyjne. Nie mogłam uwierzyć, że chłopak stojący przede mną jest w moim wieku. Jego mięśnie były zbyt rozbudowane jak na pierwszą klasę liceum. On miał w sobie to coś, co kazało mi się bać jego siły. Popatrzył na mnie swoim tygrysimi, drapieżnymi oczami. - Co chcesz? - spytał odrobinę zmieszany. Potrząsnęłam głową, żeby oderwać wzrok od mięśni chłopaka.
-Miałam ci pomóc w przeprowadzce - powiedziałam usiłując patrzeć tylko na jego twarz.
-Oh.. Jeśli chodzi o to.. Nie mogłem spać i wszystkim zająłem się w nocy - zaśmiał się palcami zaczesując grzywkę do tyłu. Prychnęłam cicho.
-Dopiero wstałeś? - spytałam siłą powstrzymując śmiech. Włosy chłopaka sterczały na wszystkie strony, a ramieniem nadal przytulał do siebie poduszkę. Kiedy zauważył co trzyma w ręku, odrzucił ją do tyłu.
-Taa. Przed chwilą wstałem. Zaraz idę grać. Idziesz ze mną? - spytał. Odwróciłam głowę, żeby skonsultować to z Nikki stojącą w progu mojego mieszkania. Dziewczyna pokiwała głową, pomachała mi i zbiegła po schodach na dół. Zgodziłam się. Po około trzydziestu minutach, kiedy umyta i ubrana w krótkie spodenki, koszulkę i bluzę, wyszłam przed swoje drzwi, uderzyłam nosem w tors Mata. - Idziemy? - spytał wesoło. Pokiwałam głową. Poszliśmy na boisko za blokiem. Poprawiłam bluzę. Odwróciłam głowę i w tym momencie zauważyłam lecącą na mnie piłkę. Odrzuciłam włosy do tyłu i w ostatniej chwili złapałam piłkę. Mat stał z łobuzerskim uśmiechem.
-Gramy - powiedziałam zaintrygowana poznaniem umiejętności chłopaka. Rzuciłam do niego piłkę. Podał do mnie. Ruszyłam do przodu i zabrałam ją w połowie jej toru lotu. Minęłam chłopaka biegnąc na kosz. Mat rzucił się w pogoń za mną. Minął mnie i stanął przed koszem tyłem do niego. Przyspieszyłam. Mat przygotowywał się do zablokowania mnie, ale w tym momencie zatrzymałam się w miejscu i rzuciłam piłkę w czasie wyskoku. Trafiłam. Pobiegłam po piłkę i podałam ją do Mata. Ten złapał ją i stanął jak wryty. Kiedy jego uwaga była skupiona na piłce, ja zdążyłam ustawić się naprzeciwko niego z jedną ręką w górze, a drugą skierowaną w dół.
-Grasz w kosza - stwierdził markując kozioł w lewo. Rzuciłam się w tamtą stronę, a wtedy chłopak skoczył wysoko i rzucił piłkę. Spojrzałam na niego z zachwytem. Jak chłopak w pierwszej klasie liceum mógł skakać tak wysoko?
-WOW! - zawołałam biegnąc pod kosz. Piłka wciąż była w powietrzu, ale po samym torze jej lotu byłam w stanie odczytać, że nie wpadnie. Wyskoczyłam najwyżej jak umiałam i zgarnęłam piłkę. Kiedy moje nogi dotknęły ziemi, wiedziałam, że upadnę, jednak ochroniło mnie przed tym sile, umięśnione ramię.
-Uważaj co robisz. Nie wyskakuj do tyłu - zaśmiał się pomagając mi złapać równowagę. Podałam mu piłkę, a on zaczął kozłować w miejscu.
-Silny jesteś - powiedziałam z szerokim uśmiechem.
-Dzięki - odparł zdziwiony. Popatrzyłam na niego z poważną miną. - Co tak się patrzysz?
Nic nie odpowiedziałam lustrując jego mięśnie. Rąk, jak i brzucha były rozbudowane tak bardzo, że nic nie musiał z nimi robić. Problemem były nogi. Podczas skoku musiały znosić podwójne obciążenie, ale Mat zdawał się tego nie zauważać.
-Daisy? - usłyszałam pytanie zza siebie. Odwróciłam się i westchnęłam głęboko, zdegustowana. Ile razy będę przeżywać mini zawał? Tuż za siatką odgradzającą boisko od chodnika, stał Simon. Wlazł na boisko i podszedł do mnie. - Co ty tu robisz?
-Mieszkam tam - wskazałam szary blok, stojący za mną. - Wyszłam pograć z kolegą.
-Z nim? - wskazał na czerwonowłosego, który akurat przymierzał się do rzutu. Pokiwałam głową, a Simon uśmiechnął się. Rzucił plecak na ziemię i zdjął bluzę. Cofnął się kilka kroków i z rozbiegu zabrał piłkę z rąk Mata. Podbiegł do kosza, wyskoczył w górę i obracając się w powietrzu o 180 stopni, zrobił wsad tyłem. Puścił obręcz i spadł na ziemię. Wyprostował podciągnięty do góry T-shirt i podszedł do mnie. Położył mi rękę na ramieniu. - Nie graj z nim. Słaby jest - puścił do mnie oczko i zebrał swoje rzeczy. Odszedł leniwym krokiem i za blokiem skręcił w lewo. Nadal stałam z miną wyrażającą jedno, wielkie "co to było, do cholery?".
-Kto to był? - spytał Mat.
-Simon Blake, najlepszy gracz z drużyny św. Marii, najlepszej drużyny gimnazjalnej - szepnęłam. Byłam zawiedziona. Tym razem nie poczułam tego dreszczyku emocji, który zawsze przebiegał mi po plecach, kiedy patrzyłam na grę Simona. Zastanawiałam się nad powodem tego zmienionego uczucia, ale nic nie wymyśliłam. Mat zaczął się śmiać.
-Dobry jest - szepnął z uśmiechem.
-Chodzi ze mną do liceum - powiedziałam rozwiązując włosy, które opadły mi na ramiona czarną kaskadą fal. - A tak z ciekawości.. Do jakiego ty idziesz?
-Liceum K - mruknął wpatrując się w obręcz morderczym wzrokiem. Wzdrygnęłam się mimowolnie, kiedy niespodziewanie ruszył pędem na kosz. Z zachwytem patrzyłam na każdy, nawet najmniejszy, ruch jego boskich mięśni. Skoczył z linii rzutów wolnych. Usłyszałam głuchy trzask i po chwili Mat leżał na ziemi jak długi. Podbiegłam do niego. Uderzył czołem w obręcz. Przed chwilą. Na moich oczach. Boże, Szatanie, czy co tam istnieje, co nie. Dziękuję, że pozwoliłeś mi tu być.
-Nic ci nie jest? - podałam mu rękę. Korzystając z mojej pomocy, wstał i potarł zaczerwienione czoło.
-Nie. Przyzwyczaiłem się - uśmiechnął się. - Idziesz już? - spytał kiedy ruszyłam w stronę wyjścia.
-Tak. Zapomniałam, że muszę coś zrobić - odparłam wsadzając ręce w kieszenie. Tak. Zapomniałam zjeść wszystko co akurat było w lodówce i teraz burczy mi w brzuchu, ot co. Zaczęłam biec myśląc tylko o pełnej lodówce. Gdy skręciłam za róg bloku, uderzyłam w kogoś z ogromną siłą. Zachwiałam się, ale podtrzymało mnie silne ramię.
-Wszystko ok? - spytał wysoki chłopak z brązowymi włosami związanymi w krótki kucyk sterczący nad jego karkiem.
-Andrew - szepnęłam. Miał na sobie koszulkę bez rękawów. Dokładnie widziałam jego umięśnione ramiona. Mimo swoich 180 centymetrów, musiałam odchylić głowę do tyłu by widzieć dokładnie twarz Andy'ego. Pokiwałam głową niezdarnie.
-Andy! Czemuś się tak nagle zatrzymał? - zawołał blondwłosy, złotooki chłopak, w którym rozpoznałam modela, Olivera White'a.
-Tarasujecie przejście! - zawołał zza chłopaków okularnik o czarnych włosach z zielonkawym połyskiem.
-Daj spokój, Ron - zwrócił się do tamtego chłopak o kolorowych soczewkach kontaktowych.
-Przymknij się, Dominic - warknął Ron. Nagle koło niego pojawił się chłopak o blond sianie na głowie.
-Uspokójcie się, proszę - powiedział spokojnie.
-I tak wiesz, że to nic nie da Charlie - usłyszałam znudzony głos Simona i zaraz zobaczyłam jak chowa jakąś gazetę do plecaka.
-No już, chłopaki! - jakaś dziewczyna przepchnęła się na sam przód i stanęła do mnie tyłem. Długie miedziane włosy sięgające jej do początku ud, smagnęły mnie po twarzy. Blisko. Blisko. Blisko. ZBYT BLISKO STOISZ DZIEWCZYNO! Jakby czytając w moich myślach, podeszła krok do przodu. - Spokój! - zawołała, a ja rozpoznałam w niej Miriam Fireflite. Odeszłam parę kroków w tył uświadamiając sobie, że stoi przede mną najsilniejsza szóstka z drużyny gimnazjalnej św. Marii z ich genialną panią menadżer na czele.
***
jeden wielki mindfuck mi wyszedł xD
jem zupkę chińską widelcem xD
wat .__.
wieloryb face
nie wiem co pisać.
nudno mi.
idę oglądać anime.
papa xD
-Kto to był? - spytał Mat.
-Simon Blake, najlepszy gracz z drużyny św. Marii, najlepszej drużyny gimnazjalnej - szepnęłam. Byłam zawiedziona. Tym razem nie poczułam tego dreszczyku emocji, który zawsze przebiegał mi po plecach, kiedy patrzyłam na grę Simona. Zastanawiałam się nad powodem tego zmienionego uczucia, ale nic nie wymyśliłam. Mat zaczął się śmiać.
-Dobry jest - szepnął z uśmiechem.
-Chodzi ze mną do liceum - powiedziałam rozwiązując włosy, które opadły mi na ramiona czarną kaskadą fal. - A tak z ciekawości.. Do jakiego ty idziesz?
-Liceum K - mruknął wpatrując się w obręcz morderczym wzrokiem. Wzdrygnęłam się mimowolnie, kiedy niespodziewanie ruszył pędem na kosz. Z zachwytem patrzyłam na każdy, nawet najmniejszy, ruch jego boskich mięśni. Skoczył z linii rzutów wolnych. Usłyszałam głuchy trzask i po chwili Mat leżał na ziemi jak długi. Podbiegłam do niego. Uderzył czołem w obręcz. Przed chwilą. Na moich oczach. Boże, Szatanie, czy co tam istnieje, co nie. Dziękuję, że pozwoliłeś mi tu być.
-Nic ci nie jest? - podałam mu rękę. Korzystając z mojej pomocy, wstał i potarł zaczerwienione czoło.
-Nie. Przyzwyczaiłem się - uśmiechnął się. - Idziesz już? - spytał kiedy ruszyłam w stronę wyjścia.
-Tak. Zapomniałam, że muszę coś zrobić - odparłam wsadzając ręce w kieszenie. Tak. Zapomniałam zjeść wszystko co akurat było w lodówce i teraz burczy mi w brzuchu, ot co. Zaczęłam biec myśląc tylko o pełnej lodówce. Gdy skręciłam za róg bloku, uderzyłam w kogoś z ogromną siłą. Zachwiałam się, ale podtrzymało mnie silne ramię.
-Wszystko ok? - spytał wysoki chłopak z brązowymi włosami związanymi w krótki kucyk sterczący nad jego karkiem.
-Andrew - szepnęłam. Miał na sobie koszulkę bez rękawów. Dokładnie widziałam jego umięśnione ramiona. Mimo swoich 180 centymetrów, musiałam odchylić głowę do tyłu by widzieć dokładnie twarz Andy'ego. Pokiwałam głową niezdarnie.
-Andy! Czemuś się tak nagle zatrzymał? - zawołał blondwłosy, złotooki chłopak, w którym rozpoznałam modela, Olivera White'a.
-Tarasujecie przejście! - zawołał zza chłopaków okularnik o czarnych włosach z zielonkawym połyskiem.
-Daj spokój, Ron - zwrócił się do tamtego chłopak o kolorowych soczewkach kontaktowych.
-Przymknij się, Dominic - warknął Ron. Nagle koło niego pojawił się chłopak o blond sianie na głowie.
-Uspokójcie się, proszę - powiedział spokojnie.
-I tak wiesz, że to nic nie da Charlie - usłyszałam znudzony głos Simona i zaraz zobaczyłam jak chowa jakąś gazetę do plecaka.
-No już, chłopaki! - jakaś dziewczyna przepchnęła się na sam przód i stanęła do mnie tyłem. Długie miedziane włosy sięgające jej do początku ud, smagnęły mnie po twarzy. Blisko. Blisko. Blisko. ZBYT BLISKO STOISZ DZIEWCZYNO! Jakby czytając w moich myślach, podeszła krok do przodu. - Spokój! - zawołała, a ja rozpoznałam w niej Miriam Fireflite. Odeszłam parę kroków w tył uświadamiając sobie, że stoi przede mną najsilniejsza szóstka z drużyny gimnazjalnej św. Marii z ich genialną panią menadżer na czele.
***
jeden wielki mindfuck mi wyszedł xD
jem zupkę chińską widelcem xD
wat .__.
wieloryb face
nie wiem co pisać.
nudno mi.
idę oglądać anime.
papa xD
Ej, uwielbiam to ;-; pisz mi to Lefeł,gówniarzu ty ;///// *nie obrazi się jak ją wciśnie do tego opowiadania*
OdpowiedzUsuńEj, napisze jutro zapewne, bo zostaje w domu przez jeszcze trzy dni, to nadrobie ;3
OdpowiedzUsuńa tak btw.
ciesze sie, że ktoś to czyta T^T
jeszcze kilka takich komentarzy jak Twój i moge umierac spokojnie ;_;