coś tak patrzę, że nikt tego nie czyta :<
czemu? ;_;
może i akcja zaczyna się dopiero w 4 rozdziale, ale cóż..
CZEMU NIKT TEGO NIE CZYTA?! ;_;
czuję się opuszczona ;_;
***
Cały dzień siedziałam w gabinecie pielęgniarki z na zmianę mnie pilnującymi, Nikki i Simonem. Potem moja przyjaciółka odprowadziła mnie na posterunek. Pożegnałyśmy się przed drzwiami, a kiedy przekroczyłam próg komisariatu, dopadł do mnie ten sam policjant, który wczoraj ze mną rozmawiał.
-Dobrze, że jesteś. Słuchaj. Musisz szybko złożyć zeznania, bo będzie za późno - wyszeptał ciągnąc mnie do sali przesłuchań. Powiedziałam z wieloma szczegółami co zrobił mi mój trener, a policjant zamiast notować, patrzył na mnie za współczuciem. Kiedy zwróciłam na to uwagę, powiedział, że wszystko co mówię, jest nagrywane. Wtedy kiwnęłam głową, dając znak, że to wszystko co miałam do powiedzenia w tej sprawie.
-Dobrze.. Przesłuchałem dziś wiele ofiar tego dupka, ale tylko ty wydajesz się... No nie wiem. Wydajesz się silniejsza, jakby to co ci zrobił było snem, który cię wzmocnił - powiedział policjant, kiedy wyszliśmy z sali przesłuchań.
-Dla mnie to tylko koszmar - westchnęłam zaczesując palcami grzywkę do góry.
-Jeszcze jedno.. - zatrzymał mnie policjant, kiedy ruszyłam do wyjścia. - On próbował uciec. ktoś go złapał niedaleko komendy, ale wymierzył mu własną sprawiedliwość. Jedno jest pewne. ten gwałciciel nie wstanie z wózka do końca życia - mruknął do mnie i puścił mój rękaw. Uśmiechnęłam się. Odwracając się miałam wrażenie, że mignęły mi takie same włosy jak w moim śnie. Po kilku sekundach machnęłam na to ręką i poszłam do domu. Stojąc pod drzwiami do mieszkania grzebałam w torbie coraz bardziej nerwowo. W końcu kopnęłam w drzwi i usiadłam na schodach. Schowałam twarz w dłoniach i cicho rzucałam każdym przekleństwem jakie przyszło mi do głowy pod adresem taty, który wspaniałomyślnie wyjął moje klucze z torby szkolnej. Odblokowałam komórkę z zamiarem zadzwonienia do Nikki, ale wyświetlacz błysnął tylko na niebiesko, pokazał kilka razy czerwoną baterię i zrobił się czarny. Rzuciłam komórką ścianę obok moich drzwi i schowałam twarz w ramionach. Nagle usłyszałam kilka par nóg wychodzących z windy.
-Cholera... Ciężkie - usłyszałam przeciągły jęk i uderzenie trzech kartonów na podłogę, a moim oczom ukazał się czerwonowłosy chłopak w skórzanej kurtce i za dużych dżinsach. Na szyi miał zawieszone słuchawki, a w kartonie pod jego nogami leżała piłka do koszykówce.
-Sami sportowcy naokoło - mruknęłam podnosząc się. Chłopak odwrócił się w moją stronę ze zdziwieniem w oczach. - Cześć - podniosłam do góry dłoń.
-Cześć - powiedział niemrawo. Podniosłam swoją komórkę, złożyłam w całość i włożyłam do plecaka. Naokoło czerwonowłosego stało jeszcze kilku chłopaków. Jeden był w różowej koszulce, drugi miał okulary, trzeci zamiast włosów miał jakby tlenione siano, a czwarty nie wyróżniał się niczym.
-Znacie się? - spytał okularnik zdziwiony poprawiając okulary. Czerwonowłosy pokręcił głową.
-Nigdy go nie widziała - potwierdziłam.
-Więc czemu..? - spytał nie wyróżniający się człowiek.
-Każdy kto gra w kosza jest moim kumplem - powiedziałam uśmiechając się i podchodząc do chłopaków. - Mogę zadzwonić? - wskazałam na komórkę chłopaka w różowej koszulce.
-Jasne - powiedział podając mi telefon.
-Rick! - zbeształ go okularnik. - Ledwo ją znasz..
-Spokojnie Jules. Chce, to niech dzwoni. Co ci to przeszkadza? - powiedział domniemany Rick z uśmiechem. Przyjęłam komórkę z wdzięcznością i wystukałam numer ojca. Po trzech sygnałach, wreszcie odebrał.
-CZEŚĆ, TATO - powiedziałam dobitnie przez zaciśnięte zęby.
-Daisy? Co tam? - spytał. Słyszałam wyraźnie jego uśmiech. Słyszałam wyraźnie grającą w tle muzykę. Słyszałam śmiech. Słyszałam uderzanie kieliszków i szklanych butelek.. Słyszałam też ten kobiecy głos należący do dziewczyny ojca.
-Nie zostawiłeś mi kluczy - powiedziałam czując napływający smutek. Jeszcze chwila, a załamie mi się głos. Serce rozrywało mi się na miliony kawałków.
-Och.. Nie możesz przenocować u Nikki? Nie wrócę wcześniej niż o.. czwartej - powiedział. Zająknął się przy wyborze godziny.. To znaczyło, że wróci później.
-Dobra.. Cześć. I nie dzwoń pod ten numer - powiedziałam szybko i rozłączyłam się oddając telefon. - Dziękuję za użyczenie komórki. A teraz wybaczcie..
-Czekaj! - zawołał czerwonowłosy. Zatrzymałam się przy swoich drzwiach i podniosłam plecak. Podeszłam z powrotem do grupki chłopaków. - Będę tu teraz mieszkać, więc może się przedstawię. Jestem Matthias Joplin.
-Daisy Andrews. Miło mi cię poznać, Mat - uśmiechnęłam się.
-Rick McCornick - chłopak w różowej koszulce podał mi rękę.
-Jestem Alex Buck - powiedział chłopak nie wyróżniający się. Okularnik westchnął poprawiając okulary środkowym palcem.
-Jules Marinelli - mruknął, a ja uśmiechnęłam się promiennie.
-A ty? - spytałam tlenionego blondyna. Zaskoczony podniósł głowę. Był niski. Koło metra sześćdziesiąt wzrostu. Miał duże, niebieskie oczy... Ich kolor przywiódł mi na myśl bezkresny ocean.
-Charlie Strangberg - powiedział monotonnym głosem.
-Miło mi, ale muszę lecieć. Narka - pomachałam chłopakom zostawiając ich samych. W rzeczywistości zostałam w tym bloku, tyle że piętro niżej. Łzy smutku dławiły mój ogień wściekłości.. Kurde.. Nadaję się na poetkę, nie ma co. Ale wracając do tematu. Jak ojciec może umawiać się z tą kobietą, Shane? Przecież mama zmarła nie dalej niż rok temu, w listopadzie.
Walnęłam sama siebie po twarzy aż rozeszło się echo plasku. Przekopałam tornister i w końcu znalazłam to czego szukałam. Poszłam na górę, kucnęłam pod drzwiami i zaczęłam szperać wsuwką w dziurce od klucza. Po kilku sekundach zamek kliknął cichutko i drzwi stanęły przede mną otworem. Zadowolona z siebie weszłam do środka z zamiarem zapicia smutków.
Rzuciłam plecak w kąt pokoju i nie zatrzymując się ani na chwilę podeszłam do barku. Otworzyłam go zamaszyście wyjęłam z niego półtora litra wiśniowej nalewki. Postawiłam ją na stole i poszłam po szklankę do kuchni. Po drodze zgarnęłam też laptop i tak uzbrojona zasiadłam w swoim pokoju zamknięta na klucz od wewnątrz. Zalogowałam się na komunikator i zadzwoniłam do Bas-life.
-Heja. Co tam? - spytała, między potężnymi łykami wiśniówki.
-Nic specjalnego. Dziś skończyłem rozpakowywać rzeczy w nowym mieszkaniu - zaśmiał się wesoło. - A jak u ciebie? Słyszę, że nie najlepiej...
Chlipnęłam już enty raz kiedy nalałam sobie trzecią szklankę wiśniówki.
-Hej.. Mieszkam niedaleko ciebie, nie? Jesteśmy w tym samym mieście. Przyjść do ciebie? - spytał spokojnie. Zaprzeczyłam. Odechciało mi się gadać. Muszę kogoś przytulić... Teraz, zaraz, bo inaczej się rozpadnę.
-Pogadajmy jutro - powiedziałam chlipiąc jeszcze mocniej. Wlewałam w siebie alkohol całymi szklankami. Szła jedna butelka po drugiej. Kiedy byłam już w połowie trzeciej mocno kręciło mi się w głowie. otworzyłam laptopa. Było mi naprawdę źle. Nikki już pewnie śpi. Poza tym, po ostatnim pobycie u mnie miała niezły opieprz. Nie przyjdzie. Haha. Biedna ja. Wstukałam swój adres i wysłałam do Bas-life. Potem napisałam "Czekam." i puściłam się biegiem do łazienki. Uklękłam z biegu przed kiblem i zwróciłam wszystko co dziś jadłam. Ktoś zapukał do drzwi. Nie mogłam wstać. Nogi mi drżały, cały czas wymiotowałam. Łzy rozlały się po mojej twarzy. Znów zwymiotowałam. Poczułam się lepiej. W tym momencie usłyszałam trzask drzwi. Ktoś szybkim krokiem przemierzył korytarz i wpadł do łazienki. Ukląkł obok mnie i zaczął głaskać moje plecy.
-Wszystko będzie dobrze. Dawaj.. Zwróć wszystko. Poczujesz się lepiej - szeptał trzymając moje włosy. Rzeczywiście. Po jeszcze kilku razach poczułam się na tyle dobrze, że sama umyłam zęby i napiłam się wody. Spojrzałam na kogoś kto przyszedł do mojego mieszkania. Zamarłam. W drzwiach mojego mieszkania stanął nagle zdyszany chłopak z komisariatu, a w ramionach trzymał mnie Mat. Tylko teraz... Który to który? Zanim zdążyłam chociażby pomyśleć, zrobiło mi się czarno przed oczami i odpłynęłam w niebyt.
***
NO.
starczy.
tego.
dobrego.
czwarty rozdział jest fajniejszy ;_;
ciiicho. nie wiedzieliście.
a może by tak ktos coś skomentował, co?
ej.
kocham was <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz