Daisy jest chora.
Ja też jestem chora.
Mój brat jest chory.
Gośka jest chora.
Jutro koncert.
Wszyscy się pochorujmy dzień przed koncertem! D:
***
Coś mi przeszkadzało. Coś było nie tak. Coś było bardzo nie tak. Nie tak jak chciałabym, żeby było. Nie otwierając oczu, próbowałam wychwycić co to było. Poduszką i kocykiem się nawet nie przejmowałam. Idealna temperatura, perfekcyjne ułożenie i miękkość. Moja pozycja też nie miała nic do mojej niewygody. W pokoju nie świeciło żądne światło. Było cicho. Coś jednak nadal było trochę bardzo nie tak. Po chwili zrozumiałam. Przewróciłam się na plecy, otworzyłam usta i wciągnęłam tyle powietrza ile mogłam. Zasłoniłam ramieniem oczy, oddychając ciężko i pokasłując co chwilę. Powodem mojej niewygody był brak tlenu. Po kilku wdechach wyrównałam swój rytm serca i uchyliłam powieki.
-Mózgu.. Czy ty jesteś debilem? - wycharczałam w przestrzeń, zanim Hades z całym zastępem piekielnym zaczął swoje dzikie harce w moim gardle. Dla niewtajemniczonych - prawie udusiłam się z bólu. Tak, da się. Jestem tego przykładem. Podniosłam się do pozycji siedzącej i zerknęłam pod koc. Byłam w samej bieliźnie, a moja twarz wyrażała mniej więcej tyle samo, co twarz kobiety, która zamiast oczekiwanego diamentu dostała grudkę żwiru. Wyskoczyłam z łóżka i ubrałam się w zastraszającym tempie. Na dodatek owinęłam się kocem, pod którym spałam i tak uzbrojona mogłam wyjść z pokoju.
-Hej, Daisy. Jak się czujesz? - spytał tata, kiedy usiadłam na krześle z gracją godną słonia. Spojrzałam na niego wymownie. Po drodze zerknęłam w lustro i było gorzej niż bardzo źle. - No dobra. Twoja mina mówi sama za siebie. Co chcesz do jedzenia?
-Coś ciepłego - wycharczałam. Tak sobie pomyślałam, że chyba będę musiała ugościć Hadesa na dłużej niż się spodziewałam.
Po chwili przede mną wylądowała miska z bulionem, który wypiłam pomału, siedząc przed telewizorem. Gdzieś koło pierwszej po południu (czyli godzinę po mojej pobudce) tata musiał wyjść do pracy. Dostał bardzo pilne wezwanie, ale chciał je zignorować, za co dostał gazetą po głowie. Osobiści wypchnęłam go za drzwi, chociaż kosztowało mnie to dużo wysiłku. Wyłączyłam telewizor, padając na rozłożoną kanapę. Nadarzyła się okazja, by wypocząć za wszystkie czasy, więc czemu z niej nie skorzystać? Zasnęłam w zastraszającym tempie, nie przeczuwając, co stanie się podczas mojego wypoczynku.
Ktoś dotykał mnie w policzek. Nie fajnie. Bardzo nie fajnie. Machnęłam ręką na oślep uderzając w coś. Podrapałam się pod okiem i przeturlałam się na drugi bok, zarzucając na coś ramię. Chwila moment. Słyszałam szepty i jakieś ciche kroki więcej niż dwóch osób. Chciałam to zignorować, ale co jeśli to kosmici ninja w odjazdowych, czarnych kaftanach, a ja właśnie tracę jedyną szansę na spotkanie z nimi? Uchyliłam powoli najpierw jedną, potem druga powiekę, ziewnęłam szeroko przecierając oczy i dopiero wtedy usiadłam. Telewizor był włączony. Radio w kuchni było włączone. Nawet wiertarka dwa piętra niżej była włączona. W moim salonie jednak było ciemno jak w dupie, nie licząc nikłego blasku telewizora. Rozejrzałam się nieprzytomnie. Nigdzie nie zauważyłam kosmitów ninja, więc wzruszyłam ramionami i padłam z powrotem na poduszkę.. A raczej chciałam na nią paść. Zamiast miękkiego puchu, poczułam pod głową ciepłe ciało. Ludzkie, ciepłe ciało. Ktoś zaśmiał się cicho. Wrzasnęłabym, gdyby nie Hades w moim gardle, ale w zamian za brak krzyku, spadłam z kanapy, łoskotem obwieszczając swoją pobudkę. Usłyszałam szybki tupot trzech par nóg i zaraz potem w salonie zjawiła się Nikki, razem z Matem i Miriam. Czwartą osobą, która zarówno tykała mnie wcześniej w policzek, robiła mi za poduszkę, śmiała się ze mnie, i którą ja walnęłam w rękę, był nie kto inny jak..
-Simon! Coś ty zrobił?! - spytała z wyrzutem Miriam, pomagając mi wgramolić się z powrotem na kanapę. Rozejrzałam się zdezorientowana, wzrokiem żądając wyjaśnień.
-Nic nie zrobiłem.. Samo jej się spadło - powiedział, okrywając mnie kołdrą i przyciągając do siebie. Dziękujmy panom i innym władcom, że w pokoju było ciemno. Odepchnęłam chłopaka i zakopałam się w okryciu po czubek nosa. - Sorry. Nawyk.. - powiedział Simon, odrobinę zmieszany.
-No ok, ale co wy tu robicie? - wycharczałam.
-Jest gorzej niż myślałem - szepnął Mat do Miriam, a ta kiwnęła głową. Wszyscy spoważnieli słysząc mój głos. Tylko Nikki kuliła się za oparciem sofy próbując powstrzymać śmiech. Naburmuszyłam się lekko. Odchrząknęłam, odkaszlnęłam i znów otworzyłam usta.
-Co wy tu robicie? - powtórzyłam pytanie, po czym stwierdziłam, że to był błąd. Wyszło gorzej niż wcześniej. Brzmiałam jak psujący się robot oblany wodą. Nikki nie wytrzymała i po kilku sekundach wybuchła śmiechem turlając się po podłodze.
-Twój tata poprosił mnie, żebym się tobą zajął. Powiedział, że znając ciebie, nawet tak chora, wyjdziesz grać w kosza. Było trochę nudno patrzeć jak śpisz, więc zadzwoniłem do Charlie'ego. Był zajęty, więc przekierował mnie do Miriam. Ona była z Nikki na drugim końcu miasta, więc wysłała tu Simona. Potem dotarły tu też dziewczyny i wszystko potoczyło się jakoś samo - wytłumaczył cierpliwe Matthias, ignorując parskanie mojej przyjaciółki. czego jak czego, ale empatii skierowanej w moim kierunku nie można jej było odmówić.
-Skoro już się obudziłaś, to chodź coś coś zjedz - powiedziała Miriam. Zgodziłam się chętnie, zostawiając Simona samego sobie.
-My już musimy lecieć - powiedziała Miriam po godzinie spędzonej przy herbacie. Pożegnałyśmy się ciepło. Nikki powinna dziękować, że byłam chora. Gdyby nie moje złe samopoczucie, kopnęłabym ją w tyłek za śmianie się z mojego głosu. Obie dziewczyny opuściły mój dom, a ja westchnęłam ciężko.
-No to zostaliśmy sami - rzuciłam do Mata. Podniosłam pilota leżącego w progu salonu i wyłączyłam telewizor. Spojrzałam za okno. Było już zupełnie ciemno.
-To.. Co teraz robimy? - spytał Mat, patrząc na mnie zza stołu. Wzruszyłam ramionami. - Na mecz mojego brata nawet nie ma co liczyć - zaśmiał się szczerze. Odwzajemniłam uśmiech. Czułam się zmęczona, bardzo zmęczona.
-Może lepiej będzie jeśli pójdę spać - ziewnęłam, po czym odprowadziłam chłopaka do drzwi.
-Jakby coś się działo, to wbijaj do mnie. Nie krępuj się budzić mnie słownikiem - uśmiechnął się.
-Czekaj. Mój tata. Mówił kiedy wróci? - ziewnęłam szeroko, ale szybko zamknęłam usta. Nawet w ziewaniu mi Hades przeszkadzał. Chuligan jeden.
-Powiedział, że będzie jakoś po południu, bo prześpi się u Shane.. - Mat zmarkotniał. - Jeśli chcesz, to mogę kimnąć się w salonie czy coś...
-Myślę, że nie jest aż tak źle. Ja nie umieram, spokojnie - uśmiechnęłam się. Pożegnaliśmy się i Mat już był w swoim mieszkaniu. Zamknęłam drzwi na klucz, sprawdziłam czy okno w kuchni jest zamknięte i gasiłam światła, powoli zbliżając się do swojego pokoju. Padłam na łózko i zasnęłam, opatulona po czubek nosa.
Obudził mnie mocny kaszel. Kaszlałam długo, ale w końcu udało mi się odkrztusić wydzielinę. Chrząknęłam próbując pozbyć się uciążliwego drapania. Było mi zimno, wszystko co widziałam, zdawało się być jedną rozmazaną plamą.. Zarzuciłam sobie koc na plecy i wyszłam z pokoju. Napiłam się wody prosto z kuchennego kranu i zamroczona próbowałam wymacać drogę do salonu. Sofa. Musiałam do niej dotrzeć.
-Tato. Dziś śpię z tobą - wyjęczałam i wtargnęłam pod kołdrę ze swoim kocem. Przysunęłam się do ojca najbliżej jak mogłam, a on po chwili objął mnie mocno. Nareszcie było mi ciepło.
Tata niemiłosiernie głośno chrapał. Z zamkniętymi oczami wymacałam poduszkę i przycisnęłam ją do twarzy ojca. Przestał chrapać, ale nadal oddychał. Słyszałam to.
Uniosłam się na łokciach. Salon. Byłam w salonie. Pamiętam już. Przyszłam tu w nocy. Coś mnie obudziło. Tylko co? Oddychałam, więc nie tu leżał problem. Z łazienki dobiegał do mnie odgłos lecącej wody. Ah. Tata musiał już wrócić i się kąpał. Wstałam i poczłapałam do kuchni. Wstawiłam wodę do gotowania. Kiedy ja mieszałam jajka na patelni, tata wyszedł z łazienki i kierował się do pomieszczenia, w którym byłam. Odwróciłam się szybko, z zamiarem powitania go, jednak zastygłam w miejscu. Nikt ani nic nie potrafiłoby odwzorować szoku jakiego teraz doznałam.
-Siema. Sorry, że skorzystałem z prysznica bez pytania, ale nie chciałem cie budzić - ziewnął Simon. Szybka analiza. Co on robił w moim mieszkaniu? Był na sofie dzień wcześniej, zostawiłam go samego, poszłam do kuchni, a potem.. Potem? Potem już go nie widziałam. Najwidoczniej zasnął tam, gdzie widziałam go po raz ostatni.
-Spoko. Chcesz kawy? Z mlekiem? Ile cukru? - wróciłam do gotowania, próbując ukryć obfity rumieniec. Szczerze? To nie samo nocowanie było teraz problemem.
-Bez mleka i dwei łyżeczki - kiwnęłam głową. teraz martwiłam się bardziej o to, co zrobiłam w nocy. Wbiłam do łóżka, w którym spał Simon! Spałam z nim! Przytulałam się do Simona! Do tego mojego Simona! A teraz on siedzi sobie jakby nigdy nic w mojej kuchni! Bez koszulki! W samych spodenkach!
-A gdzie twoje dżinsy? - spytałam stawiając przed nim kawę i jajecznicę.
-W torbie. Przyszedłem tu zaraz po telefonie od Miri. Akurat wracałem od Oli'ego, u którego nocowałem wcześniej - powiedział spokojnie. - Przepraszam, że tak wparowałem do kuchni. Myślałem, że się nie obudzisz..
-Nie ważne.. Jedz - przerwałam mu, uparcie wpatrując się w talerz. Potem włączyłam radio i jedliśmy w milczeniu. Nerwowo zerkałam to na talerz, to na siedzącego naprzeciwko chłopaka. Moje marzenie właśnie spełniało. Widziałam przed sobą półnagiego Simona. O. Matko. Boska. Koszykarska. Zdechłam.
-Chcesz herbaty? - spytałam po dwóch godzinach siedzenia przed telewizorem. Oglądaliśmy jakiś tandetny kryminał. Simon zgodził się, więc wstałam. Jak się okazało, trochę za szybko. Zrobiło mi się ciemno przed oczami, a nogi odmówiły posłuszeństwa.
-Uważaj - usłyszałam tuż koło mojego ucha. Przytrzymał mnie. Czułam jego ramię na moim brzuchu. Przytrzymał mnie, kiedy o mało nie wyrżnęłam głową o stół. -Siadaj. Gdzie trzymasz herbatę? - spytał, idąc do kuchni. Usiadłam na sofie.
-Niebieska puszka na blacie obok lodówki - powiedziałam, posłusznie opatulając się kocem. Podczas, gdy ja siedziałam przed telewizorem, Simon robił nam herbatę nucąc coś pod nosem. Chwilę potem oboje siedzieliśmy na sofie popijając ciepły napój. Film nadal leciał, ale ja nie zwracałam na niego uwagi. Zerkałam co chwilę w bok, nie wiedząc gdzie zatrzymać wzrok, jak się zachować, co powiedzieć.. Przecież był chyba zły na mnie. Chociaż.. Nie wiem już co myśleć po dzisiejszym dniu.
-Co do twojej prośby.. - podskoczyłam na dźwięk głosu Simona, jednak uspokoiłam się zanim chłopak zdążył to zobaczyć.
-Jakiej prośby? - spytałam.
-No.. tej o treningu ze mną - kiwnęłam głową. Wkroczyliśmy na niebezpieczny teren. Jedno złe słowo, a Simon znów się do mnie nie będzie odzywał. - Trenować cię nie mogę, bo jestem cholernie leniwy, ale mogę ci pomóc ułożyć plan ćwiczeń. Co ty na to?
Jego słowa wcisnęły mnie w sofę, jednak to nie przeszkodziło mi w szczerzeniu się jak debil do kubka. Rzuciłam się chłopakowi na szyję i ścisnęłam tak mocno, jak mocno potrafi chora osoba. Przez chwilę Simon siedział zdrętwiały, ale w końcu odwzajemnił uścisk. Kiedy zdałam sobie sprawę z tego co robię, odkleiłam się od niego z nerwowym uśmiechem na ustach.
-To kiedy piszemy? - spytałam, chcąc ukryć zmieszanie. Chłopak wzruszył ramionami.
-Nie tak szybko. Najpierw nabierz trochę sił - powiedział, po czym rozłożył szeroko ramiona. Spojrzałam na niego zdziwiona. - Trzęsiesz się - wyjaśnił. Miał rację. Drżałam jakby w pokoju było co najwyżej zero stopni, a do tego było mi okropnie zimno. Zawstydzona usiadłam między kolanami Simona i oparłam się o jego tors. Objął mnie ramionami. Natychmiast zrobiło mi się cieplej i jakoś tak mniej niezręcznie.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Poderwałam głowę do góry, uświadamiając sobie, że przysnęłam. Spojrzałam w górę. Simon dzielnie czuwał, nie zasypiał. Dzwonek odezwał się znowu i zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, drzwi się otworzyły.
-Simon, czemu nie było cię w szkole?! Dobra. Rozumiem, że tu zasnąłeś, ale mógłbyś się pofatygować chociaż na kilka lekcji! - zawołała oburzona Miriam, wkraczając do salonu. Zamilkła dopiero, gdy spojrzała w naszym kierunku. Zwróciłam na nią wzrok, zaciekawiona, przecierając zaspane oczy.
-Opiekowałem się tą niezdarą. Masz z tym problem, balonie? - odparował, nie dając jej wygrać potyczki na spojrzenia. Objął mnie mocniej i oparł brodę o moją głowę. Miriam nadal stała w miejscu, milcząca jak nigdy.
-Naprawdę się tobą zajmował czy tylko używa ciebie jako wymówki, żeby nie iść do szkoły? - spytała w końcu. Podrapałam się po ręku.
-Zrobił mi dobrą herbatkę, przypilnował, żeby było mi ciepło i dotrzymywał mi towarzystwa. Bez niego zanudziłabym się i umarła, a to też się liczy - uśmiechnęłam się. Miriam westchnęła ciężko i wzięła do ręki kubek z herbatą. Upiła jej łyk i wzdrygnęła się mimowolnie.
-Tak, to herbata robiona przez Simona - wycharczała. - Zbyt mocna, bez cukru i z dużą ilością cytryny.
Zerknęłam na swój kubek. Łyknęłam swojej herbaty i stwierdziłam na głos, że taka właśnie jest idealna.
Po kilkudziesięciu minutach Miriam, ciągnąc Simona za sobą, opuściła moje mieszkanie. Ja resztę swojego dnia przespałam przed włączonym telewizorem. Spałam też cały następny dzień, z krótkimi przerwami na jedzenie i toaletę. Rozbudziłam się dopiero o dziewiętnastej, ale tylko na czas wizyty Matthiasa. Rozmawialiśmy długo, zagraliśmy w karty, a kiedy po dwóch godzinach poszedł do siebie, ja znów walnęłam w kimę.
-Mała. Obudź się. Dość tego spania. Masz gości - obudził mnie głos ojca. Otworzyłam oczy i ze zdziwieniem stwierdziłam, że czuję się o niebo lepiej niż dwa dni wcześniej. - Zajmij się nimi, ja lecę do pracy. Do później - tata cmoknął mnie w policzek. Pomachałam mu, a kiedy wyszedł, wstałam i poczłapałam do kuchni. Wyjęłam z lodówki butelkę kefiru waniliowego i tak uzbrojona weszłam do salonu. Oczy trzech osób zwróciły się ku mnie. Nikki już tarzała się po podłodze ze śmiechu, Simon tylko parsknął, a Mat jako jedyny zdołał zachować jako taką powagę.
-Cześć - mruknęłam, opadając z łoskotem na fotel. - Cóż was sprowadza do mnie tak wcześnie rano? - spytałam, odkręcając zakrętkę.
-Zerwaliśmy się z lekcji i nie mieliśmy gdzie iść - wyjaśniła Nikki, ocierając łzy rozbawienia. Spojrzałam na nią wymownie, a potem przeniosłam wzrok na Mata. Przecież on mieszkał sam, więc o co chodziło? Musieli wbijać na chatę chorej koleżance? Podejrzliwie przyjrzałam się całej trójce.
-No ok. Chcieliśmy zobaczyć jak z tobą źle, pośmiać się i mieliśmy nadzieję dostać darmowe żarełko - westchnął Simon, kapitulując jako pierwszy.
-Następnym razem ja mówię. Ty nie umiesz kłamać - mat zwrócił się do Nikki, która w odwecie pokazała mu język. Westchnęłam zirytowana, oznajmiając, że jedzonka nie będzie. Wypchnęłam ludzi za drzwi, dając im znać, że mają grzecznie iść do szkół. Kiedy przez okno zobaczyłam, że naprawdę rozchodzą się na lekcje, ryknęłam śmiechem. Kilka sekund później nie dałam rady mówić, ale było warto.
Zasiadłam do komputera i okryta kocykiem, włączyłam 'Life', swój ukochany serial. Oglądając go, straciłam poczucie czasu. Siedziałam oglądając odcinek za odcinkiem. Z transu wyrwał mnie dźwięk dzwonka. Opatulona kocem jak płaszczem, otworzyłam drzwi.
-Siemka. Przyszedłem odnośnie tego twojego treningu - powiedział Simon. Wpuściłam go do środka, nie bardzo wiedząc co się stało. Moje serce zaczęło tańczyć dziką rumbę.
***
Daisy zakochana tańczy sobie od rana.
Następnym rozdziałem będzie któryśtam rozdział Kill them all.
Oni już uciekli i w ogóle.
W PLB zaczyna się bardzo romansowanie, będzie też kłótnia z Matem..
Ale to potem. XD
Do następnego. ♥