Jest 7.49, ja nie wiem co piszę i masakra.
Posty od 7 listopada będą pojawiały się częściej i regularniej na każdym blogu.
Na razie mam urwanie głowy z nauką, bo to już trzecia klasa.
Dedykuję ten rozdział Gosi,
która wspiera mnie
i cały czas wysłuchuje co się w PLB dzieje.
***
Razem z Nikki odprowadziłam Miriam do jej
klasy. Dziewczyna wcisnęła nam czekoladowe babeczki, mówiąc, że ich nie zje, bo
jest na diecie. Spojrzałam na jej szczupłe ciało i nie wierząc w jej dietę ani
trochę, przyjęłam poczęstunek. Pożegnałyśmy się, a ja i Nikki podążyłyśmy do
naszej klasy, mijając po drodze biegnącego Drake’a.
-Gdzie tak pędzisz? – zawołałam za nim.
Zatrzymał się i odwrócił w moją stronę, by coś powiedzieć, ale zamiast wydusić
z siebie choć słowo, otworzył szerzej przerażone oczy i uciekł tam, gdzie
zmierzał na początku. Zrobiłam zdziwioną minę i poszłabym dalej, gdyby nie to,
że ktoś złapał mnie za ramię.
-Gdzie on jest? – warknął Simon. – Gdzie
pobiegł Drake?
-Czego od niego chcesz? – spytałam,
strząsając dłoń z ramienia.
-Zabrał mi telefon – mruknął, pocierając
dłoń. Westchnęłam głęboko i podrapałam się po głowie. Co ja z nimi mam?
-Pobiegł tam – wskazałam kciukiem za siebie,
a chłopak wymruczał jakieś podziękowania i popędził przed siebie. – Biedny
Drake… - westchnęłam, poprawiając plecak na ramieniu. – Dostanie mu się po
łbie…
-Skoro już jesteśmy przy temacie głów –
zaczęła Nikki, kiedy siedziałyśmy w klasie. – Czemu masz znowu… to coś… zamiast
włosów? – mówiąc to najpierw zrobiła nieokreślony ruch ręką, a potem wzięła
kosmyk moich kudłów w dwa palce i uniosła go. Pacnęłam ją po dłoni.
-Shane zabrała mi prostownicę – skłamałam,
nie chcąc wyjawiać prawdziwego powodu, dla którego zapomniałam wysuszyć włosy
przed spaniem. Mimo moich obaw, Nikki przyjęła tę wiadomość dość łagodnie,
złorzecząc tylko na moją macochę.
Pierwsza lekcja minęła zaskakująco szybko,
ale to pewnie dlatego, że nie słuchałam ględzenia pana od języka angielskiego.
Żywy przykład nienawiści od pierwszego wejrzenia. Cały czas ubierał się w
garnitur i zamiast nas uczyć, pokazuje debilne prezentacje, filmiki albo swoje
zdjęcia z wycieczek. I weź tu człowieku potem ojcu wytłumacz czemu masz takie
złe oceny ze sprawdzianu. Nie da się, no po prostu się nie da.
-Nikki, daj swoją kanapkę – poprosiłam, kiedy
wychodziłyśmy z Sali. Zanim przebyłyśmy kilka metrów, kanapka już leżała na
mojej wyciągniętej dłoni. Odpakowałam jedzenie, wepchnęłam do ust połowę bułki
z szynką, a resztę oddałam z powrotem, zgodnie z naszą niepisaną umową. – Wrócę
na lekcję – powiedziałam z pełną buzią, odchodząc w stronę toalety. Okrężną
drogą weszłam na dach i upadłam na tyłek, kiedy zza drzwi wyskoczył Simon z
nieludzkim wrzaskiem. Po sekundzie mina mu zrzedła.
-Eeh.. To tylko ty – powiedział zawiedziony i
na pięcie zawrócił na drugi koniec dachu. Naburmuszyłam się.
-Tylko ja – burknęłam wstając. Otrzepałam
spódnicę i wróciłam wzrokiem do Simona. „Damn,
he is too hot!” jakby to powiedziała Nikki trzepocząc przy tym rzęsami i
nerwowo zerkając na swojego wybranka.
-Aż ty – mruknął Simon. Odskoczyłam
przestraszona. – Co ty taka strachliwa? Luz blues. Przecież nic ci nie zrobię.
-A’propos robienia czegoś – zaczęłam, ale
zauważyłam rozbawienie w oczach chłopaka. – Zboczeniec – skwitowałam to, po
czym uchyliłam się przed nadlatującą puszką po pepsi. – Chciałam cię o coś
prosić, ale jak nie to nie – powiedziałam odwracając się ku drzwiom, jednak
zatrzymał mnie wzrok chłopaka, świdrujący mój kark. Odruchowo zakryłam szyję
dłonią i wróciłam na poprzednią pozycję.
-Chodź, siadaj. Co tak będziesz stać? –
ziewnął szeroko. Usiadłam naprzeciwko chłopaka i spojrzałam w niebo.
-Potrenowałbyś mnie? – wypaliłam. Gdyby Simon
właśnie coś jadł – zakrztusiłby się. Gdyby pił – wyplułby wszystko. Jednak w
chwili obecnej tylko oddychał, więc tej czynności zaprzestał z powodu szoku
jaki właśnie przeszedł.
-Coś ty powiedziała? – wyszeptał na bezdechu,
wpatrując się we mnie jakbym właśnie urodziła kapustę.
-Czy możesz mnie trenować? – powtórzyłam
mniej pewnie. Simon obudził się z szoku, potrząsnął głową niedowierzająco i
jeszcze raz spojrzał na mnie, żeby sprawdzić czy nie żartuję… Nie żartowałam.
-Czemu prosisz o to mnie? – spytał, patrząc
na mnie poważnym wzrokiem. Wzruszyłam ramionami.
-Jesteś najsilniejszą osobą jaką znam –
wyszczerzyłam się. – Poza tym…
-Nie jestem dobrym nauczycielem. – przerwał
mi stanowczo w pół słowa. Drgnęłam zaskoczona. – W niczym ci nie pomogę, bo nie
dasz rady za mną nadążyć. W dodatku jesteś dziewczyną. Nie udałoby ci się nawet
zbliżyć do mojego poziomu. Jesteś za słaba.
Zwiesiłam głowę.
-Okej. Rozumiem – szepnęłam, wpatrując się
uparcie w podłogę. Wstałam i ignorując ucisk w sercu, weszłam z powrotem do
szkoły. Poczłapałam do swojej klasy i otworzyłam drzwi. Mrucząc przeprosiny do
nauczyciela, usiadłam w ostatniej ławce, jak najdalej od Nikki. W myślach
kalkulowałam ile zostało jeszcze lekcji. Po nieudanej próbie przypomnienia
sobie planu, położyłam ramiona na ławce, oparłam o nie głowę i zamknęłam oczy.
Otoczyła mnie ciepła przyjemna ciemność, z której mogłabym już nigdy nie
wychodzić.
Jesteś
słaba…
-Kto tam? – zawołałam w pustkę, ale zamiast
odpowiedzi albo chociaż echa, usłyszałam kolejne skrawki zdań przeplatające się
ze sobą.
Jesteś
słaba..
Nie potrafisz…
Nie uda
ci się…
Nie dasz rady…
Bo jesteś dziewczyną..
Nie umiesz…
Nic
nie dasz rady zrobić…
Jesteś za słaba, przegrałaś.
-Przestań – szepnęłam ze łzami w oczach. –
Przestań!
Poderwałam głowę do góry, nie do końca
rozumiejąc co się dzieje. Rozejrzałam się próbując rozeznać się gdzie jestem.
Powoli docierały do mnie poszczególne informacje. Geografia. Klasa. Dzwonek,
który mnie obudził. Wszyscy się pakują. Słowa, które dręczyły mnie we śnie
nadal rozbrzmiewały w moich uszach.
-Daisy, idziemy – powiedziała wesoło Nikki,
opierając się dłońmi o moją ławkę. Odpowiedziałam jej szerokim uśmiechem.
Spakowałam się i przy akompaniamencie radosnego trajkotania Nicole, poszłyśmy
pod klasę do angielskiego. W połowie drogi zatrzymałyśmy się, żeby zdobyć
książkę od chemii od koleżanki z równoległej klasy. Z podręcznikiem w ręku
ruszyłyśmy dalej i wtedy zza rogu wyszedł Simon.
Jesteś za
słaba.
Przeszłam obok niego z opuszczoną głowę,
zasłaniając twarz włosami. Czemu mi to powiedział? Poprosiłam o pomoc, bo nie
chcę być słaba, więc czemu mi to jeszcze wypomina?! Zacisnęłam pięści i
przygryzłam dolną wargę. Uśmiechnęłam się lekko z rezygnacją. Nagle poczułam w
sercu ciepło. Nie rozumiałam przez chwilę co się dzieje, ale przypomniałam
sobie to uczucie. Wściekłość, determinacja, nieustępliwość i pewność wygranej. Wybuchowa
mieszanka. Wszystko co utraciłam, wróciło ze zdwojoną siłą.
-Daisy? Co ci jest? – spytała Nikki,
dotykając mojego ramienia.
-Nic. Co ma być? – odpowiedziałam,
rozbawionym głosem. Wyprostowałam się i uniosłam głowę do góry, patrząc pewnie
przed siebie. Po co użalać się nad sobą, skoro mogłabym ten czas przeznaczyć na
swój trening czy nawet na próbę odzyskania dawnej siebie?
-Przerażasz mnie – szepnęła Nikki, a ja
zaśmiałam się radośnie.
-Kiedyś często to słyszałam – stwierdziłam,
biorąc kilka łyków wody.
*
-Trzy okrążenia sali i koniec rozgrzewki! –
wrzasnął Peter. Kucnęłam, żeby wyrównać trochę oddech, po czym popędziłam za
resztą dziewczyn. Wyprzedziłam rówieśniczki, biegnąc na równi ze starszakami.
Ledwo powstrzymywałam się, żeby ich nie wyprzedzić. Praktycznie deptałam im po
piętach. Energia dosłownie wylewała się ze mnie każdym możliwym ruchem. Kiedy
grałyśmy – biegałam najszybciej jak potrafiłam. Podawałam piłkę na tyle
najmocniej, na ile było mnie stać. Nie jestem słaba. Jestem silna. Jestem
wojowniczką. Walczę, więc nie jestem słaba. Nigdy się nie poddam. Choćby nie wiem
co, zostawię swoje słabości w tyle. I dlatego jestem silna. Jestem Daisy Rose
Andrews i będę najlepsza!
-Cześć! – zawołałam do Nicole po treningu i
poszłam szybkim krokiem w stronę bramy. Mat czekał już na przystanku.
Przytuliłam go szybko i razem ruszyliśmy do domu.
-Coś szybko ci się trening skończył –
powiedziałam, ale chłopak tylko się zaśmiał.
-To dlatego, że uciekł kilka minut przed
końcem – powiedział Charlie wychodząc zza rogu. Skinęłam mu głową na powitanie.
-Co ty tu…? Nie mów mi, że byłeś tu cały czas
– powiedział podejrzliwie Mat, ale blondyn pokręcił głową.
-Dopiero przyszedłem – zapewnił, potrząsając
prawie pełnym kubkiem waniliowego shake’a. Na widok picia poczułam, że jestem
głodna. Wstąpiliśmy do spożywczego po kilka słodkich bułek, po czym
postanowiliśmy się przejść. Skierowaliśmy się na boisko do kosza, ale zamiast
spokojnego miejsca, zastaliśmy tam dwie kłócące się drużyny. Przynajmniej na to
wyglądało, bo kiedy podeszliśmy bliżej okazało się, że grupa dziewczyn ledwo
dawała sobie radę ze stojącymi naprzeciwko chłopakami. Zaciekawiona stanęłam
obok bramki, żując bułkę z dżemem truskawkowym.
-Może i nie umiemy grać dobrze, ale na pewno
gramy lepiej niż wy! – zawołała ruda dziewczyna z dwoma, krzywo zaczesanymi
kucykami.
-Ta, jasne. Szczególnie ty, rudzielcu –
zaśmiał się czarnowłosy, wysoki chłopak. Skądś go znałam, ale nie mogłam sobie
przypomnieć skąd. – Jeśli jesteś taka dobra, ta zagraj z nami. Jedna na dwóch.
Co ty na to? – uśmiechnął się z wyższością, a we mnie coś się napięło.
-Nie, Cleo. Nie rób tego. Przyjdziemy potem –
szepnęła koleżanka wyzwanej.
-W porządku. Zagram – odparła niejaka Cleo,
ignorując dobre rady koleżanki. – Ale nie gram tylko o dzisiaj. Stawiam dostęp
do tego boiska przez następne dwa miesiące.
-Czemu miesiąc? – zdziwił się czarnowłosy.
Cleo uśmiechnęła się pod nosem.
-Dłużej nam się nie opłaca – odpowiedziała
robiąc krok w przód. Kiedy oni ustalali zasady, zaproponowałam swoim
towarzyszom patrzenie na nietypową bitwę o terytorium. Zgodzili się, więc
otworzyłam bramkę ze skrzypnięciem przyciągającym uwagę wszystkich.
-A wy tu czego? – warknął czarnowłosy. Jego
koledzy ustawili się obok niego bez słowa. Ledwo powstrzymałam grymas irytacji.
Najgorszy typ grup. Jeden od mówienia, reszta od robienia co ich ‘przewodnik’
powie. Mimo to uśmiechnęłam się miło, a raczej spróbowałam. Wyszło marnie, bo
Mat trącił mnie łokciem.
-Spoko, nie wtrącimy się. Chcemy tylko usiąść
i popatrzeć – powiedziałam bez emocji.
-Nie zapraszaliśmy was, ale… Czekaj! Ty
jesteś koleżanką rudej? I twój kumpel też? – zaśmiał się, a razem z nim ryknęła
cała grupa. - Nieźle. Rudzielec, jakaś
szmata ze wsi i gej...
Walony samiec alfa. Zgrzytnęłam zębami.
-Ty… -
zawarczał Mat. Ruszył do przodu, ale zagrodziłam mu drogę ręką. Przez moją
głowę przeleciał cały zaprzęg wyzwisk, jednak cierpliwie zacisnęłam szczęki. Do
debili trzeba wprost.
-Nie miły jesteś, nie sądzisz? Nie znam jej.
Chciałam tylko pooglądać jak gracie, coś w tym złego? – powiedziałam,
uśmiechając się szyderczo, jednak Alfa nie zwrócił uwagi na moją mimikę. A
szkoda. Mruknął coś do swoich kolegów, a ci odstąpili od niego.
-Dobra. Oglądajcie sobie. Tylko mi się nie
wtrącać, jasne? – powiedział, wskazując kciukiem róg boiska. Poprowadziłam na
wskazane miejsce gotującego się Matthiasa i zupełnie zignorowanego Charliego. A
może serio go nie zauważyli? Z resztą nie ważne.
-Zaczynajmy! – zawołała Cleo. Naprzeciwko
niej stanął czarnowłosy z jednym ze swoich napakowanych kumpli. Zaczęli grać.
Była to bardzo jednostronna walka. Cleo trafiała z każdego miejsca, do którego
ją zapędzili, a ani czarnowłosy, ani jego kumpel nie umieli jej zablokować. Po
kilku takich rzutach byli wkurzeni, bardzo wkurzeni. Przed kolejnym rzutem
nagle upadła. Niczego nie zauważyłam, ale coś było cholernie nie tak. Kiedy
tylko dziewczyna miała piłkę, czarnowłosy był blisko niej, a ona nagle padała..
I za każdym razem widok zasłaniam mi umięśniony kolega Alfy. Wsadziłam do ust
kciuka i przygryzłam paznokieć, marszcząc brwi. Wstałam gwałtownie.
-Co jest? – spytał Mat także się podnosząc,
ale powstrzymałam go machnięciem ręki.
-Ktoś tu jest nieuczciwy – mruknęłam idąc
pewnym krokiem na środek boiska. Nikt nie zwrócił na mnie uwagi, wszyscy byli
zajęci oglądaniem przegrywającej Cleo. Odepchnęłam mięśniaka na bok w momencie,
w którym łokieć Alfy prawie lądował na obojczyku dziewczyny.
-EJ! – ryknęłam, zakładając ramiona na klatce
piersiowej. Wszyscy jak na komendę spojrzeli w moją stronę.
-Czego? – warknął Alfa.
-Już ty dobrze wiesz czemu, cieniasie.
Faulowałeś ją – rzuciłam oskarżycielskim tonem. Chłopak zaczął się śmiać.
-A masz na to dowody? Świadków? Zdjęcia? –
zarechotał. Spojrzałam wymownie na
dziewczyny, ale one z wahaniem pokręciły głowami. Moje brwi powędrowały
w górę.
-Nic nie widziałyście? Zupełnie? – spytałam,
a one potwierdziły. Zamyśliłam się, ale po chwili rozgryzłam całą tą zagadkę.
Podtoczyłam rękawy koszuli. – Zajmuję jej miejsce – wskazałam poobijaną Cleo.
Pomogłam jej wstać i poprowadziłam ja do koleżanek. Wróciłam na środek i wzięłam piłkę w ręce.
-Wiedziałem, że się wtrącisz – wysyczał, ale
spiorunowałam go wzrokiem, więc zamknął paszczę. Gwałtownym ruchem rzuciłam
piłkę w jego stronę.
- Zaczynasz – warknęłam, uginając kolana i
rozkładając ramiona do obrony. Popatrzyłam na mięśniaka za Alfą i bezgłośnie
kazałam mu spieprzać. W ten sposób zostaliśmy we dwójkę, jeden na jednego i
całe boisko nasze. Nienawidziłam brutalności w sporcie. Sama zostałam jej
ofiarą, a potem nie mogłam się ruszać przez dwa tygodnie. Wtedy przyrzekłam
sobie, że nigdy więcej nie pozwolę skrzywdzić
kogokolwiek podczas gry. – Chodź – warknęłam. Alfa ruszył szybko w moją
stronę. Zrobiłam gwałtowny krok w przód.
Nikt
nie powinien tak cierpieć.