czytamy! xD
***
-Vivienne - szepnęłam zaciskając pięści.
-Kto? - zdziwiła się Miriam.
-Vivienne - powtórzyłam przełykając nerwowo ślinę. - Moja najlepsza przyjaciółka z podstawówki - wytłumaczyłam, spoglądając na Viv. Nie zauważyła mnie. Jeszcze. Była zbyt skupiona na mordowaniu Mata wzrokiem. Spojrzałam na chłopaka, który przyglądał mi się ciekawie... I w tym momencie znalazłam się w ciemnej dupie. Matthias, widząc, że go zauważyłam, biegł w moją stronę, a co za tym szło, zobaczyła mnie Vivienne. Zdrętwiała na chwilę, po czym sztywnym krokiem ruszyła w kierunku drzwi, praktycznie ignorując moją obecność. No tak. Mogłam się tego spodziewać.
-Daisy! Cześć! - zawołał Mat będąc już w połowie boiska. Z szerokim uśmiechem stanął przede mną.
-Tak. Cześć - mruknęłam próbując skupić wzrok na czymkolwiek innym, co nie byłoby ramionami Mata. -Cześć Charlie - powiedziałam zaglądając za plecy czerwonowłosego chłopaka, który podskoczył przerażony.
-Charlie! - zawołała Miriam, rzucając się chłopakowi na szyję.
-Witam - odparł ten ze spokojem, oplatając dziewczynę ramionami. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Słodka z nich para.
-Gratuluję wygranej - powiedziałam z uśmiechem, zwracając się do Mata. Podniosłam otwartą dłoń. Chłopak przybił mi piątkę, szczerząc się jak głupi.
-Matthias! Charlie! - wrzasnęła jakaś dziewczyna, waląc chłopaków po głowach. - Wracać mi do drużyny, ale już!
Ku mojemu zdziwienie, oboje podkulili ogony posłusznie jak pieski i poszli do swoich kolegów. Mat odwrócił się jeszcze w moją stronę i prawie niezauważalnie mi pomachał. Kiwnęłam głową, a chłopak rozpromienił się momentalnie i pobiegł żwawo do szatni.
-Rany - westchnęła niska szatynka o włosach ściętych na chłopca. - Przepraszam jeśli wam się naprzykrzali - zwróciła się do nas. Pokręciłam głową mówiąc, że nic takiego nie robili, ale dziewczyna już mnie nie słuchała, wpatrując się w moją twarz.
-Coś się stało? - spytałam zmieszana. Potrząsnęła głową gwałtownie. - Więc o co chodzi?
-Wysoka jesteś. Poza tym, przypominasz mi kogoś. Spotkałyśmy się wcześniej? - spytała, przekręcając głowę w bok i lustrując mnie od stóp po czubek głowy. Zaprzeczyłam spokojnie, a ta tylko westchnęła zrezygnowana, przeprosiła nas jeszcze raz i poszła do swojej drużyny, mamrocząc coś o odpowiednim wypoczynku.
-Kto to był? - spytałam zdziwiona, wskazując oddalającą się dziewczynę.
-Haden Smith z liceum K, tego samego, w którym są Charlie i Matthias - powiedziała Miriam, splatając dłonie na plecach.
-Ich menadżer - dopowiedziałam niedokończoną wypowiedź koleżanki, ale ona pokręciła głową.
-Trenerka - zaśmiała się cicho. Podrapałam się po karku. Nieźle... Osiągnąć takie wyniki z trenerką w swoim wieku? Tylko powinszować. Z tą myślą w głowie odwróciłam się i wyszłam z sali.
-A ty? Czemu tak się bałaś tamtej dziewczyny? - spytała Miriam, zrównując swój krok z moim. Przez chwilę miałam ochotę spytać 'O co ci chodzi?' udając debila, ale przypomniałam sobie, że to TA Miriam, królowa zbierania informacji. Gdyby chciała, w krótkim czasie dowiedziałaby się o całej sprawie więcej niż powinna.
-Była moją najlepszą przyjaciółką, ale wydarzyło się kilka rzeczy i nasze drogi się rozeszły - mruknęłam uciekając wzrokiem. O człowieku, nogi nadal trzęsły mi się przy każdym kroku. Magia wkurzonego spojrzenia Vivienne. Westchnęłam z ulgą, siadając w autobusie. Patrząc na ten mecz znów poczułam dreszczyk zadowolenia. Jednak nie wszystkim coś się stało to, co Simonowi. Oliver nadal się rozwija. I prawidłowo.
Wysiadłyśmy koło szkoły i przeszłyśmy przez drzwi wejściowe. Trwała akurat przerwa, więc skorzystałam z zamieszania i ulotniłam się na dach, zanim Nikki zdała sobie sprawę, że już wróciłam. Simona także nigdzie nie zauważyłam, nawet na wspomnianym dachu, więc położyłam się, zasypiając natychmiast.
-Coś się stało? - spytałam zmieszana. Potrząsnęła głową gwałtownie. - Więc o co chodzi?
-Wysoka jesteś. Poza tym, przypominasz mi kogoś. Spotkałyśmy się wcześniej? - spytała, przekręcając głowę w bok i lustrując mnie od stóp po czubek głowy. Zaprzeczyłam spokojnie, a ta tylko westchnęła zrezygnowana, przeprosiła nas jeszcze raz i poszła do swojej drużyny, mamrocząc coś o odpowiednim wypoczynku.
-Kto to był? - spytałam zdziwiona, wskazując oddalającą się dziewczynę.
-Haden Smith z liceum K, tego samego, w którym są Charlie i Matthias - powiedziała Miriam, splatając dłonie na plecach.
-Ich menadżer - dopowiedziałam niedokończoną wypowiedź koleżanki, ale ona pokręciła głową.
-Trenerka - zaśmiała się cicho. Podrapałam się po karku. Nieźle... Osiągnąć takie wyniki z trenerką w swoim wieku? Tylko powinszować. Z tą myślą w głowie odwróciłam się i wyszłam z sali.
-A ty? Czemu tak się bałaś tamtej dziewczyny? - spytała Miriam, zrównując swój krok z moim. Przez chwilę miałam ochotę spytać 'O co ci chodzi?' udając debila, ale przypomniałam sobie, że to TA Miriam, królowa zbierania informacji. Gdyby chciała, w krótkim czasie dowiedziałaby się o całej sprawie więcej niż powinna.
-Była moją najlepszą przyjaciółką, ale wydarzyło się kilka rzeczy i nasze drogi się rozeszły - mruknęłam uciekając wzrokiem. O człowieku, nogi nadal trzęsły mi się przy każdym kroku. Magia wkurzonego spojrzenia Vivienne. Westchnęłam z ulgą, siadając w autobusie. Patrząc na ten mecz znów poczułam dreszczyk zadowolenia. Jednak nie wszystkim coś się stało to, co Simonowi. Oliver nadal się rozwija. I prawidłowo.
Wysiadłyśmy koło szkoły i przeszłyśmy przez drzwi wejściowe. Trwała akurat przerwa, więc skorzystałam z zamieszania i ulotniłam się na dach, zanim Nikki zdała sobie sprawę, że już wróciłam. Simona także nigdzie nie zauważyłam, nawet na wspomnianym dachu, więc położyłam się, zasypiając natychmiast.
*
-Daisy. Hej, Daisy - usłyszałam głos i zaraz potem ktoś podniósł do góry moją rękę by po chwili pozwolić jej bezwładnie opaść na ziemię. Mruknęłam niezadowolona, otwierając jedno oko.
-Co chcesz? - warknęłam, przewracając się na plecy. Nade mną sterczała Nikki.
-Chodź na lekcje. Chociaż na ta ostatnią. Z reszty byłaś zwolniona, bo Miriam ci to załatwiła. -powiedziała, zakładając ręce na piersiach. -Gdzie żeście były?
-Na meczu tego kolesia co mieszka na przeciwko mnie z Oliverem Whitem - ziewnęłam przeciągle i wstałam chwiejąc się lekko. Wzdrygnęłam się, czując pierwszy powiew zimnego powietrza. - Teraz jest przerwa?
-Tak. Chodź pod klasę, bo jak się położysz, to już nie wstaniesz - powiedziała Nikki, śmiejąc się. Po chwili namysłu, przyznałam jej rację i razem poszłyśmy do klasy. Zwiesiłam smętnie ramiona. Matematyka. Bądź co bądź, musiałam przeczekać jeszcze tylko jedną lekcję. Już na jej początku położyłam ramiona na ławce, głowę oparłam o ramiona i udawałam, że śpię. Myślałam o dzisiejszym dniu. Był najlepszym od kilku tygodni z jednym mankamentem. W domu czekał na mnie różowy potwór.
-Mogę do ciebie teraz wpaść? - spytałam, kiedy dzwonek obwieścił koniec lekcji. Nikki pokręciła głową.
-Mam teraz test - uciekła wzrokiem w bok. Nie musiałam pytać z czego. Szła dołączyć do klubu koszykówki. Mimo tego, poszłam z nią. Nie chciałam siedzieć w domu i wysłuchiwać od Shane, że jestem za mało kobieca.
Skierowałyśmy się do szatni. Czekałam na Nikki, siedząc przed drzwiami z komórką w rękach. Odpisywałam właśnie Alice na wiadomość, w której pytała, co robię. Wysłałam jej odpowiedź.
Czekam na koleżankę. Idzie rozwalić obecną drużynę koszykówki xD
A tak serio, to idzie się tam zapisać. A u Ciebie? ;3
Zaczęłam grać w grę dla dzieci. Musiałam rozstawić obrońców tak, żeby duchy nie dotarły do wieży. Kątem oka zobaczyłam znajomą sylwetkę, która przeszła obok mnie szybkim krokiem i zatrzymała się gwałtownie. Podniosłam głowę.
-O. A jednak czasem chodzisz na trening? - zdziwiłam się szczerze. Simon kiwnął głową. Patrzyliśmy na siebie jeszcze chwilę, zanim podszedł i kucnął naprzeciwko mnie.
-A ty? Co tu robisz? - spytał trzymając się moich kolan, żeby nie upaść. Wzruszyłam ramionami. - Nie mów... Serio chcesz zapisać się do drużyny? - zdziwił się.
-Nie - zaprzeczyłam szybko. - Przyszłam z przyjaciółką.
Simon zwiesił głowę, przyglądając mi się wnikliwie. Po chwili jednak poddał się. Wstał, pożegnał się szybko i popełzł do szatni chłopaków. Po kilku minutach doczekałam się wreszcie momentu, w którym Nikki w krótkich spodenkach i obcisłej koszulce wyskoczyła z szatni. Powlokłam się za podskakującą radośnie koleżanką. Złapałam ją za ramię tuż przed drzwiami na salę.
-Pamiętaj. Jeśli zauważysz kogoś silnego, masz go unikać, jasne? Zrób użytek ze swojej szybkości i omijaj tych mocnych, bo znowu coś złamiesz. Zrozumiałaś? - warknęłam patrząc na Nikki z góry. Podziałało. Pokiwała szybko głową i wbiegła na salę. Uśmiechnęłam się pod nosem. Ta mała nie zginie. Przeszłam przez próg leniwym krokiem i usiadłam w kącie ogromnej sali tak, żeby nic nie zasłaniało mi widoku. Oparłam łokcie na kolanach i wbiłam wzrok w pierwszorocznych stojących w rzędzie przed postawną dziewczyną. Uśmiechnęłam się, kiedy spojrzała na mnie wrogo. Już wiedziałam, która z ponad dwudziestu dziewczyn dołączy do drużyny. Nadawało się zaledwie pięć z nich. Tak jak myślałam, zaczęły grać mini mecz. W drużynie Nikki były dwie dość wysokie, umięśnione dziewczyny. Oceniłam je na 7 punktów w skali 10. Wymieniłam spojrzenia z przyjaciółką. Też to zauważyła. te dziewczyny nie dadzą za wygraną tak szybko. Gwizdek oznaczający początek meczu. Za decyzją dziewczyn z regularnego składu, rezygnując z wyrzutu piłki ze środka, Nikki wyrzucała spod kosza. Z tego co się do tej pory zorientowałam, to blondynka o krótkich kręconych włosach nazywała się Amy, a szatynka z włosami do ramion - Risky. Oprócz nich wyłapałam jeszcze farbowaną na granatową czerń Elizabeth i rudą Nataly. Do tej czwórki dodać zostało tylko Nikki, żeby otrzymać całą piątkę naprawdę dobrych dziewczyn. Na razie ani Amy i Risky, ani Elizabeth z Nataly nie robiły żadnych większych akcji, więc mogłam spokojnie skupić się na drugorocznych. Wśród dość wysokich ludzi dojrzałam dwie naprawdę niskie, ale za to śliczne dziewczyny. Obie miały ciemnobrązowe, kręcone włosy i takie same piwne oczy. Małe zadarte noski, kształtne usta i blada cera sprawiały, że zamiast graczy, widziałam w nich porcelanowe laleczki. Właśnie rozmawiały ze swoją wyższą koleżanką o ciemnych blond włosach i szarych oczach. Przeniosłam wzrok na dwie, wesoło trajkoczące dziewczyny. Były swoimi zupełnymi przeciwieństwami. Z wyglądu różniło je wszystko oprócz wzrostu. Jedną z nich kojarzyłam z apelu na początku roku. Miała długie, czarne, postrzępione włosy, mocno niebieskie oczy, prawie białą cerę i szczupłe, długie nogi. W ogóle była bardzo chuda. Jej pulchna koleżanka miała długie blond włosy, ciemne oczy i ciemniejszą karnację. Zwróciłam uwagę na groźnie patrzącą, wysoką szatynkę w tak krótkich spodenkach, że wyglądały jak majtki. Miała bardzo szczupłe nogi, na których drgały wyćwiczone mięśnie, szczególnie wtedy, kiedy tupała nerwowo nogą, stojąc z założonymi ramionami. Skupiała się na każdym ruchu pierwszorocznych. Wzięłam z niej przykład i znów spojrzałam na boisko, na którym nie działo się najlepiej. Mimo trzech dobrych graczy, drużyna Nikki nie umiała się zgrać. Dawały pokonywać się czternastoma punktami czwórce przyjaciółek z jeszcze jedną dziewczyną na doczepkę, którą to była Nataly. Miały grać dwa razy po 20 minut z pięciominutową przerwą i podczas właśnie tej przerwy podeszłam do drużyny Nikki, ignorując zaczepne spojrzenia i szepty. Stanęłam obok ławki.
-Czternaście punktów, co? - szepnęłam podpierając ramiona o biodra.
-Ma któraś jakiś pomysł? - spytała Amy, przeczesując grzywkę ręką. Odważna jest. Przyjść na nabór w rozpuszczonych włosach? Aplauz murowany. Ode mnie na pewno. Jak będę leżeć. I patrzeć jak ją linczują. Haha. Musi być masochistką. Kiedy tylko o tym pomyślałam, wyłapałam proszące spojrzenie Nikki. Praktycznie słyszałam jak mówi "Proszę, pomóż nam. Zrobię co zechcesz, ale powiedz co mamy zrobić!". Westchnęłam głęboko. Amy i reszta odwróciły się w moją stronę.
-Masz jakiś pomysł? - spytała Risky. Już miałam odpyskować, ale ujrzałam w jej oczach determinację i ufność, więc w porę się opanowałam.
-Prosisz mnie o pomoc? - upewniłam się. Dziewczyny wymieniły spojrzenia między sobą, po czym pokiwały głowami. - To skok na głęboką wodę w zawiązanym worku, wiecie? No, ale... Do rzeczy. Ty - wskazałam Amy. - Będziesz centrem. Masz mocne nogi i jesteś wysoka. Będziesz kryć tamtą - wyliczyłam. Kolejna była Risky. Ta z kolei miała być silną skrzydłową. Nikki rozgrywała, a pozostałe miały kryć Nataly, która na oko była kilka centymetrów niższa ode mnie.
-Dobra. Pozmieniałaś nam pozycje i krycie. To coś da? - spytała Amy z powątpiewaniem w głosie.
-Nie. A nawet tak - powiedziałam zakładając ręce na piersiach i kucając gwałtownie. Dałam znak, żeby dziewczyny usiadły na podłodze. - One trzymają się razem. Grają podaniami i liczą na siebie nawzajem, bo się znają. Wiedzą co która potrafi zrobić. Co powiecie na to, że ja już was trochę znam? - poruszyłam zabawnie brwiami.
-Co? O co ci chodzi? - spytała zdenerwowana dziewczyna, jedna z tych, które nie nadawały się do drużyny. Przyłożyłam palec wskazujący do ust, nakazując ciszę.
-Zacznijmy od Risky. Ty pokładasz zbyt dużą nadzieję w innych. Więcej wiary w siebie. Idź sama na kosz. Masz siłę do przebicia. Jesteś silna fizycznie, ale psychicznie już nie bardzo. Boisz się, że coś zrobisz źle i cała wina spadnie na ciebie - powiedziałam, spokojnie patrząc jak źrenice dziewczyny niebezpiecznie się zwężają. Chce mnie uderzyć. Chce mnie pobić, zatłuc i zostawić w przydrożnym rowie. Chciała ukryć wszystko, co przed chwilą powiedziałam... Albo nawet sama nie miała pojęcia, że tak myśli. Ojej. Mogła powiedzieć wcześniej. Ups. Zapomniałam, że sama nie wiedziałam co powiem za pięć minut. Peszek.
-A co ze mną? - spytała Amy, patrząc na mnie wyzywająco. Kurde. A miałam nie narobić sobie wrogów. Zawsze najpierw robię, potem myślę. Głupia Daisy, oj głupia.
-Amy. Wysoka, z mocnymi nogami, a za tą grzywką to ty nic nie widzisz i dlatego ci tak źle szło. Masz - powiedziałam wyjmując z plecaka swoje pięć wsuwek. Podczas, gdy dziewczyna niechętnie spinała włosy, ja kontynuowałam. - Masz mocno wyrobione mięśnie nóg, ale nie za bardzo wiesz jak z nich korzystać. Teraz się nie powstrzymuj, ok? Teraz skacz najwyżej jak dasz radę. Zbiórki mają być twoje. Przeciwnicy mają nie dosięgać piłek, jasne? - powiedziałam twardo, patrząc dziewczynie prosto w oczy, w których malowało się zdziwienie. - Czas na Nikki. To nie będzie żadna sztuka, bo znam ją od pierwszej klasy gimnazjum. Niska, szybka i strasznie polega na innych. Jej specjalność to gwałtowne i nagłe wytrącanie piłek zawodnikom, więc musicie trzymać się blisko niej. Przynajmniej jedna osoba ma być przy Nicole, jasne? - spytałam patrząc twardo dziewczynom w oczy, a te energicznie pokiwały głowami. - Pytam. Czy to jasne?
-Tak! - krzyknęły dziewczyny. Rozbrzmiał gwizdek, który oznaczał minutę do końca przerwy. Zaczęłam tłumaczyć dziewczynom swój plan. Miałam nadzieję, że wypali. Ich strategia miała polegać na jak najszybszym podchodzeniu pod kosz i odzyskiwaniu punktów. Teoretycznie proste i logiczne, ale w praktyce trudne jak cholera.
-Kiedy ktoś do nas podejdzie, mamy oddawać piłkę? -zdziwiła się Amy. Oho. Tak jak myślałam. Typ chcę-zrobić-wszystko-sama się ujawnił. Pokiwałam głową.
-Wiem, że ci się to nie podoba, ale wierz mi, że tylko to może was uratować z obecnej sytuacji - mrugnęłam do niej. Gwizdek oznaczający początek drugiej połowy meczu przerwał mi niedokończoną myśl. Przez głowę przeleciała mi wiązanka przekleństw. - Każda kryje swoją. Wy dwie bierzecie Nataly. Elizabeth ma latać samopas. Mamy ją gdzieś, tak? - upewniłam się, że wszystko rozumieją. Wszystkie poszły pewnym krokiem na boisko. Złapałam blondynkę za ramię. - Amy. Nie przemęczaj tej ręki, bo będzie źle. Skacz wysoko, ale rąk nie wyciągaj za bardzo, bo ci wszystko rypnie w łokciu.
Puściłam ramię dziewczyny zaraz po tym jak obiecała mi się nie przemęczać. Zapięłam plecak i usiadłam na ławce. Uśmiechnęłam się szeroko, zacierając ręce. Zapowiadało się przynajmniej kilka minut dobrej zabawy.
***
rozdział 6 skróciłam o kawałek meczu, bo spieszyłam się z jego przepisywaniem ;_____;
krótsze niż poprzedni, ale i tak fajny (chyba T^T) xD
miłego życia w rytm muzyki AC/DC \m/
niech żyje rock \m/
a wy razem z nim ♥
-Nie - zaprzeczyłam szybko. - Przyszłam z przyjaciółką.
Simon zwiesił głowę, przyglądając mi się wnikliwie. Po chwili jednak poddał się. Wstał, pożegnał się szybko i popełzł do szatni chłopaków. Po kilku minutach doczekałam się wreszcie momentu, w którym Nikki w krótkich spodenkach i obcisłej koszulce wyskoczyła z szatni. Powlokłam się za podskakującą radośnie koleżanką. Złapałam ją za ramię tuż przed drzwiami na salę.
-Pamiętaj. Jeśli zauważysz kogoś silnego, masz go unikać, jasne? Zrób użytek ze swojej szybkości i omijaj tych mocnych, bo znowu coś złamiesz. Zrozumiałaś? - warknęłam patrząc na Nikki z góry. Podziałało. Pokiwała szybko głową i wbiegła na salę. Uśmiechnęłam się pod nosem. Ta mała nie zginie. Przeszłam przez próg leniwym krokiem i usiadłam w kącie ogromnej sali tak, żeby nic nie zasłaniało mi widoku. Oparłam łokcie na kolanach i wbiłam wzrok w pierwszorocznych stojących w rzędzie przed postawną dziewczyną. Uśmiechnęłam się, kiedy spojrzała na mnie wrogo. Już wiedziałam, która z ponad dwudziestu dziewczyn dołączy do drużyny. Nadawało się zaledwie pięć z nich. Tak jak myślałam, zaczęły grać mini mecz. W drużynie Nikki były dwie dość wysokie, umięśnione dziewczyny. Oceniłam je na 7 punktów w skali 10. Wymieniłam spojrzenia z przyjaciółką. Też to zauważyła. te dziewczyny nie dadzą za wygraną tak szybko. Gwizdek oznaczający początek meczu. Za decyzją dziewczyn z regularnego składu, rezygnując z wyrzutu piłki ze środka, Nikki wyrzucała spod kosza. Z tego co się do tej pory zorientowałam, to blondynka o krótkich kręconych włosach nazywała się Amy, a szatynka z włosami do ramion - Risky. Oprócz nich wyłapałam jeszcze farbowaną na granatową czerń Elizabeth i rudą Nataly. Do tej czwórki dodać zostało tylko Nikki, żeby otrzymać całą piątkę naprawdę dobrych dziewczyn. Na razie ani Amy i Risky, ani Elizabeth z Nataly nie robiły żadnych większych akcji, więc mogłam spokojnie skupić się na drugorocznych. Wśród dość wysokich ludzi dojrzałam dwie naprawdę niskie, ale za to śliczne dziewczyny. Obie miały ciemnobrązowe, kręcone włosy i takie same piwne oczy. Małe zadarte noski, kształtne usta i blada cera sprawiały, że zamiast graczy, widziałam w nich porcelanowe laleczki. Właśnie rozmawiały ze swoją wyższą koleżanką o ciemnych blond włosach i szarych oczach. Przeniosłam wzrok na dwie, wesoło trajkoczące dziewczyny. Były swoimi zupełnymi przeciwieństwami. Z wyglądu różniło je wszystko oprócz wzrostu. Jedną z nich kojarzyłam z apelu na początku roku. Miała długie, czarne, postrzępione włosy, mocno niebieskie oczy, prawie białą cerę i szczupłe, długie nogi. W ogóle była bardzo chuda. Jej pulchna koleżanka miała długie blond włosy, ciemne oczy i ciemniejszą karnację. Zwróciłam uwagę na groźnie patrzącą, wysoką szatynkę w tak krótkich spodenkach, że wyglądały jak majtki. Miała bardzo szczupłe nogi, na których drgały wyćwiczone mięśnie, szczególnie wtedy, kiedy tupała nerwowo nogą, stojąc z założonymi ramionami. Skupiała się na każdym ruchu pierwszorocznych. Wzięłam z niej przykład i znów spojrzałam na boisko, na którym nie działo się najlepiej. Mimo trzech dobrych graczy, drużyna Nikki nie umiała się zgrać. Dawały pokonywać się czternastoma punktami czwórce przyjaciółek z jeszcze jedną dziewczyną na doczepkę, którą to była Nataly. Miały grać dwa razy po 20 minut z pięciominutową przerwą i podczas właśnie tej przerwy podeszłam do drużyny Nikki, ignorując zaczepne spojrzenia i szepty. Stanęłam obok ławki.
-Czternaście punktów, co? - szepnęłam podpierając ramiona o biodra.
-Ma któraś jakiś pomysł? - spytała Amy, przeczesując grzywkę ręką. Odważna jest. Przyjść na nabór w rozpuszczonych włosach? Aplauz murowany. Ode mnie na pewno. Jak będę leżeć. I patrzeć jak ją linczują. Haha. Musi być masochistką. Kiedy tylko o tym pomyślałam, wyłapałam proszące spojrzenie Nikki. Praktycznie słyszałam jak mówi "Proszę, pomóż nam. Zrobię co zechcesz, ale powiedz co mamy zrobić!". Westchnęłam głęboko. Amy i reszta odwróciły się w moją stronę.
-Masz jakiś pomysł? - spytała Risky. Już miałam odpyskować, ale ujrzałam w jej oczach determinację i ufność, więc w porę się opanowałam.
-Prosisz mnie o pomoc? - upewniłam się. Dziewczyny wymieniły spojrzenia między sobą, po czym pokiwały głowami. - To skok na głęboką wodę w zawiązanym worku, wiecie? No, ale... Do rzeczy. Ty - wskazałam Amy. - Będziesz centrem. Masz mocne nogi i jesteś wysoka. Będziesz kryć tamtą - wyliczyłam. Kolejna była Risky. Ta z kolei miała być silną skrzydłową. Nikki rozgrywała, a pozostałe miały kryć Nataly, która na oko była kilka centymetrów niższa ode mnie.
-Dobra. Pozmieniałaś nam pozycje i krycie. To coś da? - spytała Amy z powątpiewaniem w głosie.
-Nie. A nawet tak - powiedziałam zakładając ręce na piersiach i kucając gwałtownie. Dałam znak, żeby dziewczyny usiadły na podłodze. - One trzymają się razem. Grają podaniami i liczą na siebie nawzajem, bo się znają. Wiedzą co która potrafi zrobić. Co powiecie na to, że ja już was trochę znam? - poruszyłam zabawnie brwiami.
-Co? O co ci chodzi? - spytała zdenerwowana dziewczyna, jedna z tych, które nie nadawały się do drużyny. Przyłożyłam palec wskazujący do ust, nakazując ciszę.
-Zacznijmy od Risky. Ty pokładasz zbyt dużą nadzieję w innych. Więcej wiary w siebie. Idź sama na kosz. Masz siłę do przebicia. Jesteś silna fizycznie, ale psychicznie już nie bardzo. Boisz się, że coś zrobisz źle i cała wina spadnie na ciebie - powiedziałam, spokojnie patrząc jak źrenice dziewczyny niebezpiecznie się zwężają. Chce mnie uderzyć. Chce mnie pobić, zatłuc i zostawić w przydrożnym rowie. Chciała ukryć wszystko, co przed chwilą powiedziałam... Albo nawet sama nie miała pojęcia, że tak myśli. Ojej. Mogła powiedzieć wcześniej. Ups. Zapomniałam, że sama nie wiedziałam co powiem za pięć minut. Peszek.
-A co ze mną? - spytała Amy, patrząc na mnie wyzywająco. Kurde. A miałam nie narobić sobie wrogów. Zawsze najpierw robię, potem myślę. Głupia Daisy, oj głupia.
-Amy. Wysoka, z mocnymi nogami, a za tą grzywką to ty nic nie widzisz i dlatego ci tak źle szło. Masz - powiedziałam wyjmując z plecaka swoje pięć wsuwek. Podczas, gdy dziewczyna niechętnie spinała włosy, ja kontynuowałam. - Masz mocno wyrobione mięśnie nóg, ale nie za bardzo wiesz jak z nich korzystać. Teraz się nie powstrzymuj, ok? Teraz skacz najwyżej jak dasz radę. Zbiórki mają być twoje. Przeciwnicy mają nie dosięgać piłek, jasne? - powiedziałam twardo, patrząc dziewczynie prosto w oczy, w których malowało się zdziwienie. - Czas na Nikki. To nie będzie żadna sztuka, bo znam ją od pierwszej klasy gimnazjum. Niska, szybka i strasznie polega na innych. Jej specjalność to gwałtowne i nagłe wytrącanie piłek zawodnikom, więc musicie trzymać się blisko niej. Przynajmniej jedna osoba ma być przy Nicole, jasne? - spytałam patrząc twardo dziewczynom w oczy, a te energicznie pokiwały głowami. - Pytam. Czy to jasne?
-Tak! - krzyknęły dziewczyny. Rozbrzmiał gwizdek, który oznaczał minutę do końca przerwy. Zaczęłam tłumaczyć dziewczynom swój plan. Miałam nadzieję, że wypali. Ich strategia miała polegać na jak najszybszym podchodzeniu pod kosz i odzyskiwaniu punktów. Teoretycznie proste i logiczne, ale w praktyce trudne jak cholera.
-Kiedy ktoś do nas podejdzie, mamy oddawać piłkę? -zdziwiła się Amy. Oho. Tak jak myślałam. Typ chcę-zrobić-wszystko-sama się ujawnił. Pokiwałam głową.
-Wiem, że ci się to nie podoba, ale wierz mi, że tylko to może was uratować z obecnej sytuacji - mrugnęłam do niej. Gwizdek oznaczający początek drugiej połowy meczu przerwał mi niedokończoną myśl. Przez głowę przeleciała mi wiązanka przekleństw. - Każda kryje swoją. Wy dwie bierzecie Nataly. Elizabeth ma latać samopas. Mamy ją gdzieś, tak? - upewniłam się, że wszystko rozumieją. Wszystkie poszły pewnym krokiem na boisko. Złapałam blondynkę za ramię. - Amy. Nie przemęczaj tej ręki, bo będzie źle. Skacz wysoko, ale rąk nie wyciągaj za bardzo, bo ci wszystko rypnie w łokciu.
Puściłam ramię dziewczyny zaraz po tym jak obiecała mi się nie przemęczać. Zapięłam plecak i usiadłam na ławce. Uśmiechnęłam się szeroko, zacierając ręce. Zapowiadało się przynajmniej kilka minut dobrej zabawy.
***
rozdział 6 skróciłam o kawałek meczu, bo spieszyłam się z jego przepisywaniem ;_____;
krótsze niż poprzedni, ale i tak fajny (chyba T^T) xD
miłego życia w rytm muzyki AC/DC \m/
niech żyje rock \m/
a wy razem z nim ♥