czwartek, 5 grudnia 2013

Roz. 1

Hej ho ludziska! ;D
Następna książka mojego autorstwa..
Dużo ich trochę ;-;
Ale co z tego skoro są zajebiste? ;-;
Niektóre ;-;
Żartuję!
Wszystkie są zajebiste <3


***


 -Hej, hej! - zawołała moja przyjaciółka, Nikki nadbiegając z naprzeciwka. Przytuliłyśmy się na powitanie, a zaraz po tym ona obrzuciła mnie zirytowanym spojrzeniem. - Znowu się tak ubrałaś?
 -Yep. A co w tym złego? - powiedziałam patrząc w dół na przydużą, czarną koszulę i legginsy do kolan założone po spódnicę.
 -Dużo! Jesteś dziewczyną! Noś normalne rozmiary koszul, a nie jak ta. Wyglądasz jakbyś wzięła ją z szafy swojego taty. Zdejmij te legginsy, pokaż swoje piękne, długie nogi. I zrób coś z tymi włosami - powiedziała, przekornie odgarniając włosy z mojej twarzy. Skrzywiłam się i pacnęłam rękę przyjaciółki. To znaczyło, że jestem na nią trochę obrażona. Poszłam pewnym krokiem przez korytarz witając się ze znajomymi z gimnazjum. Nikki nie poszła za mną. Nie za bardzo lubiła chodzić ze mną na dach, więc zawsze chodzę tam sama.
 -Wagary - zanuciłam pod nosem otwierając komórkę i wpatrując się w swoją tapetę.
 Może trochę naświetlę sytuację. Dopiero od kilku dni chodzę do liceum X. Część moich znajomych z gimnazjum przyszła tutaj za mną, więc było dość dobrze. Nie bardzo zwracałam uwagę na licealistów. W tej szkole nie widziałam jeszcze żadnych ładnych chłopaków odpowiadających moim standardom. Uśmiechnęłam się pod nosem. Nagle moje przemyślenia przerwał pomruk strachu, który rozszedł się po korytarzu. Zignorowałam to i dalej szłam wystukując na komórce wiadomość do Nikki. Nagle w coś uderzyłam. Podniosłam głowę. Przede mną stał wysoki na dwa metry ciemnoskóry chłopak. Patrzyłam w jego ciemnobrązowe oczy tonąc w ich kolorze. Moje serce gnało jakby miało zaraz wygrać maraton.
 -Przepraszam - szepnęłam schodząc z drogi dobrze zbudowanemu brunetowi.
 -Spoko - mruknął i poszedł dalej. Wciągnęłam głęboko powietrze i popędziłam na dach mijając przy okazji ciemnoskórego chłopaka. Schody pokonałam w zastraszającym tempie. Nacisnęłam klamkę i wypadłam na dach zatrzaskując za sobą drzwi. Oparłam się plecami o zimny metal i osunęłam się siadając na ziemi. Moje serce nadal waliło jak oszalałe.
 -Co to było, do cholery? - szepnęłam przyciskając rękę do piersi. - Co się dzieje? Czemu mam taką gorącą twarz?
 Nagle moja komórka zaczęła wibrować. Spojrzałam na wyświetlacz.
 -Co chcesz Nikki? - spytałam odbierając.
 -Słuchaj. Jakiś chłopak o ciebie pyta..
 -Dobrze wiesz, co odpowiadać takim ludziom - westchnęłam.
 -Ale on pyta o ciebie z  gimnazjum! On pyta o Rosy! - Nikki mówiła jak nakręcona. W tle usłyszałam głęboki, męski głos, który przyprawił mnie o przyjemne dreszcze.
 -No! To gdzie ona jest?! Przyjdzie? Czy ja mam do niej pójść? NO WEŹ JĄ WRESZCIE ZAPYTAJ! - trajkotał zniecierpliwiony.
 -Powiedz mu, że jestem zajęta.. - wyszeptałam i zatrzasnęłam komórkę. Westchnęłam na dobre uspokajając gnające serce. Zmęczyłam się tym całym uciekaniem, więc wspięłam się na daszek nad drzwiami i zasnęłam, gdy tylko się położyłam.
                                                                      *
 Na wpół przytomna usiadłam ziewając szeroko i drapiąc się po brzuchu. Wstałam i chwiejnym krokiem podeszłam do krawędzi daszku. Dopiero stojąc tam zorientowałam się, że zza moich pleców dochodzi miarowy odgłos oddechu śpiącej osoby. Odwróciłam głowę i zamarłam. Moje serce znów zaczęło galopować jak dorodna klacz. Zatonęłam w brązowym kolorze zaspanych oczu patrzących na mnie.
 -Cześć. - powiedział podnosząc się i podchodząc bliżej. Cofnęłam się trochę. Poczułam, że pod moją nogą jest już przepaść (która ma około 3 metry ;-; dużo), więc zatrzymałam się w pół kroku.
 -No hej - wyszeptałam czując, że moje serce zaraz wyskoczy mi z piersi i odtańczy szaloną rumbę.
 -Idziesz już? - spytał siadając po turecku. Pokiwałam głową bez przekonania. Chłopak poklepał miejsce obok siebie zachęcając mnie do zajęcia miejsca obok niego. Pokręciłam głową. - No chodź.. Przecież cie nie zjem, nie?
 -A skąd mam wiedzieć czy nie jesteś kanibalem? - zaśmiałam się, ale też nie ruszyłam nogami ani o milimetr. Chłopak wstał i gwałtownie skierował się ku mnie. Chciałam postawić krok w tył, gdy nagle podłoga znikła spod moich stóp. Poleciałam do tyłu i walnęłam głową o podłogę. Chwilę później chłopak był już przy mnie.
 -Ej, wszystko ok? Dobrze się czujesz? Co cię boli? - pytał spanikowany, kiedy w moich oczach pojawiły się łzy. Podparłam się na łokciach, ale on był szybszy. Wziął mnie na ręce i poszedł do pielęgniarki ze mną na rękach.
 -Nic jej nie będzie, ale jeśli chce, to może tu odpocząć.. - powiedziała higienistka. Potrząsnęłam głową i wstałam mimo protestów chłopaka, wyszłam z gabinetu. Przez jakiś czas szedł za mną, ale po kilku zakrętach udało mi się go znudzić. Gdy tylko odszedł, wróciłam na dach, zabrałam swój plecak i poszłam do toalety przeczekać jeszcze tą lekcje, która miała być ostatnią tego dnia. Zmarnowałam czas na granie w jakąś tanią grę internetową, a kiedy zadzwonił wreszcie dzwonek, wypadłam z łazienki i pobiegłam do szatni mijając nieostrożnych ludzi. Zabrałam swoją torbę z butami, a wybiegając z budynku szkoły prawie zderzyłam się z ciemnoskórym chłopakiem z wcześniej, jednak ominęłam go obracając się z palców na piętę, a potem znów przyspieszyłam. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że przez to prawie(!) zderzenie, będę miała tyle problemów.
                                                                                 *
 Rzuciłam swój plecak w kąt pokoju, przebrałam się w wygodne dresy i za duży sweter i zasiadłam do komputera. Włączyłam maszynę, a sama poszłam zrobić sobie tosty z serem i szynką. Do tego wzięłam dużą szklankę zimnej coli (<3).Tak uzbrojona usiadłam przed monitorem. Włączyłam internet i zalogowałam się na swoje konto na popularnym, anonimowym komunikatorze. Kliknęłam na ikonkę swojego ulubionego rozmówcy i ucieszyłam się widząc, że jest dostępny. Nałożyłam na uszy słuchawki, ustawiłam mikrofon tak, żeby był tuż przed moimi ustami i zaczęliśmy rozmawiać. Jak zwykle tematem naszej rozmowy  był cały miniony dzień. Opowiedziałam mu o wkurzającym chłopaku, przez którego spadłam z daszku i opisałam go mojemu rozmówcy.
 -Jest bardzo podobny do zaginionej gwiazdy gimnazjalnej koszykówki - stwierdził chłopak o nicku Bas-life. -Wiesz jaki miałem dziś przypał? - zaśmiał się wesoło opowiadając mi o znienawidzonej pani od angielskiego, który dosypał do kawy soli, a na boisku napisał patykiem, że jest łysa.
 -To nic, że znam ją dopiero kilka dni. Wredna jest - burknął między napadami śmiechu. Śmiałam się razem z nim. Po dwugodzinnej rozmowie o wszystkim i o niczym, powiedziałam, że muszę spadać. Rozłączyłam się i zaczęłam zdejmować bluzę, ale przypomniałam sobie, że nie zamknęłam drzwi do pokoju, więc podeszłam do nich i już miałam przekręcić klucz, gdy usłyszałam hałas po drugiej stronie. Mój tata, z którym mieszkam powinien być dopiero za cztery godziny. Zaniepokojona, bezgłośnie zgasiłam światło i przyłożyłam ucho do drzwi. To były kroki wyraźnie należące do kogoś dorosłego. Przyłożyłam rękę do piersi. Jest zupełnie jak wtedy. Zaczęłam szukać telefonu poklepując się po kieszeniach, ale w porę przypomniałam sobie, że zostawiłam go w kuchni na stole. Cicho podeszłam do komputera i włączyłam monitor. Syknęłam cicho widząc, że Bas-life jest już niedostępny. Wtem wszystko zamarło. Wszystko prócz otwierających się powoli drzwi. Miałam mętlik w głowie. Bałam się i to cholernie. Nogi trzęsły mi się jakby były z gumy, a ręce zacisnęłam w pięści. Chciałam krzyczeć, ale głoś uwiązł mi w gardle. W drzwiach stanął ubrany cały na czarno mężczyzna. Uśmiechnął się lekko, ale groźnie i strzelił stawami palców.
 -Siedź cicho, a może nie zrobię ci nic więcej niż wtedy.. Pamiętasz? Było ci dobrze? - pytał podchodząc powoli z wyciągniętymi rękami. Sparaliżowana strachem zapomniałam, że mogłam wezwać gliny przez internet. Teraz było na to za późno. Ja, Daisy Andrews, zostanę zgwałcona drugi raz w ciągu roku. Za dużo. To dla mnie za dużo. Stanęłam przodem do napastnika i rozłożyłam ręce trzęsąc się ze strachu.
    Przestań debilko! Nie czas na rozczulanie się nad sobą ani na przezywanie tego! Czas się ratować! wrzasnęłam na siebie w myślach. Ręce mężczyzny były nie więcej niż dwa centymetry od mojej skóry. Gwałtownie skurczyłam mięśni rąk, które uderzyły napastnika w głowę. Zdezorientowany zachwiał się, a wtedy ja kopnęłam go w krocze i uciekłam. Wybiegłam za drzwi swojego domu. Pędziłam uliczkami miasta mijając roześmianych ludzi. Byłam przerażona. Każdy najlżejszy powiew wiatru budził mój niepokój. Wpadłam na najbliższy posterunek policji. Roztrzęsiona wytłumaczyłam naprędce jakiemuś policjantowi co się stało, gdzie mieszkam i , że oprócz napastnika w moim mieszkaniu nie było nikogo. Powiedziałam też, że zatrzasnęłam drzwi od zewnątrz, a gwałciciel nie ma jak uciec oknem, bo mój dom znajduje się na piątym piętrze. Policjant kazał mi zostać z jego siostrzeńcem, który zaraz miał do mnie przyjść z siłowni. Usiadłam na krześle w pokoju, do którego mnie zaprowadzili. Próbowałam się uspokoić, ale po chwili wybuchnęłam płaczem. Moje niechciane wspomnienia wypłynęły na wierzch. Przypomniałam sobie gorący oddech śmierdzący zgnilizną, lepki język przejeżdżający po mojej skórze i zły dotyk obleśnych łap, którego doświadczyłam rok temu. Wstrząsana spazmami płaczu, siedziałam nie mogąc powstrzymać napływających obrazów. Nagle poczułam, że ktoś nakłada na moje ramiona bluzę. Podskoczyłam przestraszona, ale zostałam zatrzymana przez długie, umięśnione ramiona, w których czułam się bezpiecznie. Zaskoczona zdrętwiałam nie wiedząc co mam robić. Łzy nadal płynęły po moich policzkach. Chłopak przytulił mnie mocniej i razem usiedliśmy na krzesłach. Podał mi chusteczki, a kiedy uspokoiłam się na tyle, że nic nie zapowiadało następnego wybuchu płaczu, wyszedł do drugiego pokoju. Pewnie miał mnie już dość. Przeze mnie musiał przerwać swój trening, siedział ze mną przez ponad 20 minut i cały czas mnie tulił, a nawet nie znamy swoich imion. Na pewno miał mnie dość... Przynajmniej tak myślałam. Po pięciu minutach chłopak wrócił z całym naręczem słodyczy i ciepłą herbatą. Usiadł przy małym stoliku, a ja nieśmiało przycupnęłam naprzeciwko niego. Chłopak rozpakował batonik i podsadził mi go pod nos.
 -Nie krępuj się. Jedz. To cię uspokoi. Myśl tylko o smaku - powiedział wreszcie, odgarniając z twarzy brązowe włosy sięgające mu do ramion. wgryzłam się z wafelek z czekoladą, a chłopak uśmiechnął się.
 -Co? - spytałam speszona.
 -Wyglądasz jak kotek - powiedział otwierając paczkę chrupek. - Nieco spłoszony i nieufny, ale zawsze kotek, nie?
 -Może - powiedziała wycierając oczy wierzchem dłoni. Nagle główne drzwi otworzyły się, a ja podskoczyłam przestraszona.
 -Spokojnie to mój wujek - powiedział chłopak wstając. Odetchnęłam z ulgą, ale chwilę potem wydarzenia z dzisiejszego dnia powróciły do mnie ze zdwojoną siłą. Przez oszklone drzwi widziałam jak policjanci prowadzą napastnika, który był u mnie w domu. - Cześć, wujku - powiedział długowłosy chłopak do niższego mężczyzny.
 -To ty zgłosiłaś włamanie z próbą gwałtu? - spytał ten ignorując siostrzeńca. Kiwnęłam głową, a wtedy policjant westchnął z ulgą. - To jest bardzo niebezpieczny, wielokrotny gwałciciel... - zawiesił się na chwilę. - Czekaj.. Rok temu.. To ty? - spytał niespokojnie patrząc ukradkiem na drzwi. Znów skinęłam głową.
 -To ten sam facet - powiedziałam zachrypłym od płaczu głosem pocierając dłonią o ramię. Policjant położył mi rękę na ramieniu i ścisnął je lekko.
 -Załatwię go. Sukinsyn odsiedzi swoje. Dopilnuję tego - powiedział z przekonaniem.
 -Co się stało rok temu? - spytał chłopak, który zaczął sprzątać ze stolika. Zsunęłam z ramion jego bluzę, którą mi dał. Odebrał ją ode mnie.
 -Zgwałcił mnie - wyszeptałam z nowymi łzami z oczach. W tym momencie do komisariatu wpadł mój ojciec i wziął mnie w ramiona.
 -Jak dobrze, że nic ci nie jest - wyszeptał ściskając mnie jeszcze mocniej. - Chodźmy do domu.
 -Tak - szepnęłam czując, że jeszcze 20 minut i padnę z wyczerpania tam gdzie stałam.
 -Proszę pana - zwrócił się niski policjant do taty. - Niech jutro przyjdzie złożyć zeznania. To tylko formalność, ale potrzebujemy tego, żeby udupić tego kolesia..
 -Dobrze - zgodził się ojciec i wyprowadził mnie z komisariatu. Odwróciłam się z zamiarem pomachania chłopakowi, który mnie pocieszał, ale ten stał w oknie z telefonem przy uchy z zaciętą miną. Patrzył na mnie niewidzącym wzrokiem, więc opuściłam dłoń i pojechałam z tatą prosto do domu...

***

To już koniec pierwszego rozdziału PLB <3
Podobało się? ;>
Mi osobiści tak bardzo się podoba, że aż widzę te zdarzenia w snach.
Tak samo jak przyszłe rozdziały.
One też mi się śnią xD
Śmiechowo xD
To jest już koniec
Nie ma już nic
Jesteśmy wolni
Możemy iść (spać) xD
papatki <3